Po bezmała 2 tysiącleciach dramat antyczny odszedł w szacowną
przeszłość. Od połowy XVI wieku tryumfalnie scenę teatralną
opanował dramat będący zaprzeczeniem antycznych założeń. Nie obowiązuje już zasada trzech jedności, nie obowiązuje t.zw wysoki język, można mieszać sceny tragiczne z komediowymi, na scenę można wprowadzać dowolną ilość aktorów, człowiek nie musi być jednoznaczny w portrecie psychologiczny, natomiast na scenie musi się coś dziać... Co się stało, dlaczego? Może to zmiana w sposobach rzadzenia w chwili gdy na tron wstąpiła Elżbieta I. Skończyły wtedy się wewnętrzne niepokoje w kraju, ludzie mogli spokojnie i bezpiecznie żyć, uczyć się i bawić. M.in. w teatrze. Ale zabawa też powinna była być madra, był to bowiem czas na zastanowienie się. Czas na pomyślenie... Renesans radość poznawania, radość zycia, cieszenie się światem... Przypomnijmy sobie teraz to co wiemy o dramacie, a raczej tragedii antycznej. Miała ona doprowadzić widza do
katharsis czyli takiego spiętrzenia emocji, żeby odczuć zjednoczenie z bohaterem tragicznym obciążonym niezawiniona winą i czuć litość i trwogę. Ten stan miał
człowieka oczyścić wewnętrznie, nawet jakby rozgrzeszyć. Dlatego też udział w przedstawieniu teatralnym miał wymiar religijny.By doprowadzić widza do takiego stanu, to co działo się na scenie musiało być tak zaprogramowane by ani na moment nie przerywać gromadzenia się emocji. Napięcie musiało stale rosnąć – w tej sytuacji nie można byłoby wprowadzać scen czy języka komediowego, śmiech rozładowywał by emocje. Akcja musiała być jednowątkowa by nie odciągać uwagi widza od głównego wątku, także zmiana miejsca akcji działałaby na emocje uspokajająco (uwaga skupia się na kilka minut na śledzeniu nowego miejsca). Każda zbędna osoba na scenie odwracała uwagę od głównego toku spraw. Można wymieniać jeszcze długo rózne zasady obowiązujące w dramacie antycznym, ale wszystkie po zanalizowaniu służyły jednemu celowi. Osiągnięcie katharsis. Zwóćmy uwagę: w tym teatrze chodzi tylko o EMOCJE. Widz ma czuć, nie myśleć! Nie mamy szukać zrozumienia dla takiego lub innego popstępowania, obrony przed winą – człowieka dominuje fatum – czyli przeznaczenie. Nic go przed nim nie uchroni. Teatr grecki to prezentacja fatum i przezycie katharsis. Renesans, nie tylko zresztą w Anglii, był– radością myslenia, szczęściem spokoju i czasem na dążenie dowiedzy o świecie, jego prawach i człowieku. To człowiek był panem i sprawcą swego losu. Mógł zostać świętym lub złoczyńcą. I oto otwiera się przed ludźmi tego czasu obszar zastanowienia: co robić dlaczego ktoś popełnił zbrodnię, a ktos inny był uczciwy, co spowodowało, że rozpieszczane córki zdradzą Ojca i dlaczego para młodych kochanków zabija się. To jest czas gdy człowiek odkrywa nowe obszary na naszej planecie, prawa fizyki i matematyki, chemii i astronomii. Człowiek myślał i szukał narzędzi ułatwiających mu zrozumienie świata i ludzi. Teatr musiał sprostać oczekiwaniom i dać widzowi to czego oczekiwał: obraz żyjącego człowieka renesansu. Tu nie było zbyt dużo miejsca na rozważania o niezawinionej winie, był natomiast cały kosz pytań dotyczących władzy, skutków faktów historycznych, sprawiedliwości, prawdziwej winy i prawdziwej kary, a także szaleństw miłości, jej dobrych i złych efektów. Trzeba więc było tak konstruować sztukę teatralną aby dać widzowi materiał do myślenia i czas na owo myslenie. Na scenie zaczęło się więc dziać bardzo duzo. Sceny zmieniały się, różni ludzie pojawiali się, obmawiali i oceniali, kłócili się i wyznawali sobie miłość, byli śmiertelnie powazni i śmieszni, a z tego układał się w widzu obraz konkretnego problemu. Warto pamiętać, że to problemy stanowiły treść dramatu elżbietańskiego, psychologia człowieka jawiła się w błysku geniuszu autora, ale nie po to pisano sztuki teatralne, by pokazać człowieka.