Początek w części 1
W
czasie, gdy ja walczyłem jeszcze ze swoim nałogiem, Stolnik urządzał w swoim zamku zabawy i huczne uczty. Wszystko na cześć zaręczyn swojej córki. Wściekły jeździłem wokół zamku, przyglądając
się tym uroczystościom z daleka. Pałałem nienawiścią do Stolnika.
Były to czasy konfederacji targowickiej, a Stolnik był zwolennikiem Konstytucji 3 maja. Pewnego razu, jeżdżąc tak bez celu, zobaczyłem jak zamek szturmowali Moskale. Ale Horeszko dzielnie odpierał atak. Kiedy spostrzegłem, że wychodzi na taras znowu zwycięski, nie wytrzymałem, porwałem karabin Moskala i strzeliłem w jego kierunku. Nie mierzyłem nawet, ale pech chciał, że zadałem mu śmiertelną ranę.
Później okrzyczano mnie zdrajcą, myślano, że jestem w zmowie z Rosjanami. Sama Moskwa też uważała mnie za swego stronnika. Proponowano mi wysokie stanowiska, ale nie przyjąłem ich. Nie
byłem przecież zdrajcą! Kochałem nad życie swoją ojczyznę. To nie ja zdecydowałem, że rodzina Sopliców przyjęła ofiarowane im przez Moskwę ziemię Horeszki. Nie miałem już wpływu na rodzinę. Uciekłem z kraju.
O losach Ewy dowiedziałem się już będąc na obczyźnie. Dobra Horeszków zostały skonfiskowane, a ona z mężem została wywieziona na Sybir. Umarła tam młodo, osierociwszy córeczkę Zosię. Dołożyłem więc wszelkich starań, by ją sprowadzić na Litwę i oddać na wychowanie jej ciotce, Telimenie.
Sam natomiast wstąpiłem do zakonu bernardynów, by chociaż częściowo odpokutować swoje grzechy. Dużo kosztowała mnie walka z zawadiacką i próżną naturą. Przywdziałem habit i nazwałem się Robakiem, by okazać pokorę i zmazać swoje winy.
Tam też zaproponowano mi, bym został emisariuszem politycznym. Byłem kwestarzem i dlatego mogłem z łatwością przekraczać granice. Przenosiłem tajne wiadomości z Księstwa Warszawskiego do wszystkich ziem polskich będących pod zaborami, a zwłaszcza na Litwę. Niejednokrotnie byłem zatrzymywany, często ranny w czasie bitew. A walczyłem...Zmilczę, nie robiłem tego dla chwały. Odpokutowałem też swoje w więzieniach – w Szpilbergu na przymusowych robotach obostrzonych głodem, ale na szczęście Bóg pozwolił umierać między swoimi...
Najbardziej jednak tęskniłem za Litwą. Moim największym marzeniem było zorganizować tam powstanie. Przybyłem do dworu Sopliców jako ksiądz Robak, wysłannik Jacka Soplicy. Miałem niby dopilnować, byś Ty, Synu drogi, poznał Zosię. W tym jednak czasie przygotowywałem już w wielkiej tajemnicy powstanie. Namawiałem Sędziego, by objął jego przywództwo. W karczmie potajemnie zebrania szlachty organizowałem. Niestety, wszystkie te plany popsuł Gerwazy. Wykorzystał one moje płomienne mowy zagrzewające szlachtę do boju do zorganizowania zajazdu na Soplicowo. Zniszczył w ten sposób moją najcenniejszą inicjatywę, uniemożliwił zorganizowanie powstania na samym początku. Był to dla mnie największy cios. Straciłem ochotę do życia, bo straciłem swój szlachetny cel. Ostatnią próbą mojej rehabilitacji było uratowanie w czasie zajazdu Hrabiego i Gerwazego.
To właściwie wszystko. Kończy się historia mego tragicznego życia. List ten przeczytasz już po mojej śmierci. Wiem, że pewnie będziesz miał do mnie żal, że nie powiedziałem Ci, kim jestem, chociaż byłem tak blisko... Moim największym pragnieniem było też Ci to wyjawić. Nie mogłem tego jednak uczynić. Nie chciałem, żebyś wiedział, że miałeś ojca, którego okrzyczano zdrajcą. Wykonywałem też tajną misję. Do końca starałem się spłacić mój dług wobec rodu Horeszków. Dużo wyrzeczeń kosztowało mnie ukrywanie się pod kapturem w samotności. Może ten fakt zrehabilituje mnie, chociaż trochę, w Twoich oczach.
Żegnaj, Synu i bądź szczęśliwy!
Twój kochający Cię ojciec
Jacek Soplica
Opublikowano dnia:
sierpnia 16, 2007
Więcej recenzji na temat Pan Tadeusz - List Jacka Soplicy do Tadeusza - część 2