Pewnego czerwcowego, ciepłego dnia mały, biały stateczek o nazwie „Saltkrakan I”- po polsku znaczy to ni mniej ni więcej
„Słona wrona” wypłynął wraz pasażerami ze Sztokholmu. Płynąc przez różnego rodzaju zatoczki, ciasne przesmyki i mijając po drodze dziesiątki maleńkich, zielonych wysepek przypłynął na jedną z nich od której wziął swoją nazwę ponad trzydzieści lat wcześniej….
Stałych mieszkańców na wyspie Saltkrakan było około dwudziestu. Latem ta liczba zwiększała się ponieważ przybywali letnicy, by spędzić tam urlopy. Do takowych można było zaliczyć rodzinę Melkersonów, która objuczona bagażami wysiadła tego pachnącego, czerwcowego dnia z małego stateczku. Pan Melkerson był powieściopisarzem samotnie wychowywującym czwórkę dzieci - żona jego umarła przy porodzie najmłodszego aktualnie siedmioletniego syna o imieniu Pelle. Wdowiec przy pomocy swojej dziewiętnastoletniej córki Malin starał się stworzyć swoim pociechom bezpieczny i ciepły dom.
Piątka przybyszy z wielkiego miasta przeżywa na wyspie wiele wspaniałych, wzruszających a momentami bardzo śmiesznych chwil. „Zagroda Stolarza” w której zamieszkują była bardzo zaniedbana, ale miała w sobie „przedziwny wdzięk”, który od razu zainspirował pisarza i jego piszącą potajemnie dziennik córę. Melker i jego dzieci zakochują się tak bardzo w tym zakątku Szwecji w którym czują się szczęśliwi, że postanawiają wrócić tam na zimowe ferie. Wkrótce w wyniku dziwnego splotu wydarzeń będą zmuszeni „zawalczyć” o to by dom na wyspie stał się ich własnością….
Gorąco polecam wszystkim i „dużym i małym”…