37 równoleżnik przebiega o 2° poniżej Przylądka Dobrej
Nadziei, najbardziej na południe wysuniętego cypla Afryki i na drodze do
Australii zahacza o wyspę Tristan da Culcha oraz o Wyspy Amsterdamskie. List z butelki
kapitana Granta ani słowem o nich nie wspomina, więc Duncan skierował swój
dziób w stronę Australii. Podróż przebiegała nad wyraz spokojnie. Mijały dni.
Niewiele już mil zostało go przepłynięcia, gdy wiatr, któregoś dnia zamarł,
żagle obwisły, a cisza, która nastała niestety była zwiastunem sztormu. Burza,
jaka się rozpętała spychała statek na brzeg. Załoga ze wszystkich sił starała
się utrzymać statek na głębokiej wodzie, Niestety widmo katastrofy było, jak im
się zdawało, nieuchronne. Zrządzeniem Opatrzności kapitan przypomniał sobie o
starym marynarskim sposobie wygładzania wzburzonych fal. Rozlana na
powierzchnię morza oliwa złagodziła wodę i dzięki temu pośród kipieli
dostrzeżono przesmyk pomiędzy rafami i Duncan szczęśliwie manewrując schronił
się w zacisznej zatoce. Niestety jacht doznał uszkodzeń. Śruba była skrzywiona
i mógł płynąć tylko pod żaglami. Uchwalono, że popłynie on pod dowództwem Austina
do Melbourne. Tam w stoczni dokonają stosownych napraw. Następnie popłynie na
wschodnie wybrzeże Australii by tam czekać na ekipę poszukiwawczą, która wzdłuż
37 równoleżnika, z zachodu na wschód przemierzy kontynent, mając nadzieję, że
tym razem odnajdą kapitana Granta.
Na samym wstępie podróży w głąb lądu zawitali w
obejście zadomowionego tam kolonisty. Ten przyjął ich bardzo serdecznie, lecz
nie słyszał, żeby w ostatnim czasie rozbił się w pobliżu jakiś statek. Nagle do
rozmowy wmieszał się pewien człowiek. Szkot o imieniu Ayrton, który, jak
utrzymywał, na krótko przed katastrofą Britanii został zmieciony przez fale do
morza. Nie utonął, ale był przekonany, że statek się roztrzaskał, a cała załoga
utonęła. Dzisiaj słysząc te opowieści
uzmysłowił sobie, że ktoś jednak ocalał . Z ogromnym zapałem wyraził chęć
wzięcia udziału w poszukiwaniach. Jednak nie wszystkim Ayrton się podobał. Major
Mac Nabs sam nie wiedząc, dlaczego - poczuł do niego antypatię.
Pokrzepieni na duchu podróżni za trzy dni ruszyli.
Droga przez prowincję Wiktorii była monotonna. Trochę urozmaicenia sprawiło
spotkanie z ogromnym stadem bydła i przeprawa przez rzekę, która niestety
zakończyła się uszkodzeniem wozu. Trzeba
było zaczekać na kowala, którego w ciągu kilku godzin sprowadził Ayrton. Podróż
przerywały im zdarzenia, które mroziły krew w żyłach. Wydarzyła się katastrofa
kolejowa. Pociąg spadł z mostu. Było mnóstwo zabitych. Okazało się, że była to
zbrodnia dokonana przez bandę niejakiego Bena Joyce. Trzeba było się mieć na
baczności, bo mogli stać się bardzo
łatwym celem napaści. Ruszyli w dalszą drogę. Odwiedzili kopalnię złota.. Zastanawiali
się, dlaczego liście eukaliptusa odwracają się do słońca krawędzią. Prowadzili
dyskusje na temat miejscowej flory i fauny, bo podróż przebiegała monotonnie.
Napotkali po drodze polujących Aborygenów. Niestety o kapitanie Grancie nie
było, jak dotąd żadnych wieści
Dziwnym trafem, co jakiś czas trapiły ich różne złe
zdarzenia.
Najpierw padł jeden koń, później drugi. Potem spętane na noc zwierzęta
uwolniły się i dalsza podróż stanęła pod znakiem zapytania. Ocalał tylko jeden
koń i Ayrton nalegał, aby wysłać do Melbourne posłańca, który sprowadziłby
pomoc. Wypadki potoczyły się jednak inaczej major zdemaskował Ayrtona, którego
prawdziwe imię brzmiało Ben Joyce. Na te słowa Ayrton dobył rewolweru i
strzelił do Glenarwana. Ten został lekko ranny. Ayrton natomiast uciekł.
Uradzono, że po pomoc do Melbourne wyruszy jeden z
marynarzy. Paganel napisał list, w którym prosił Toma Austina o niezwłoczne
wypłynięcie w morze i skierowanie jachtu na wschodnie wybrzeże Australii pod
37° szerokości geograficznej. Marynarz Mulrady wieczorem wyruszył. Niestety
daleko nie ujechał, bo po jakimś czasie przyczołgał się z powrotem. Był ciężko
ranny. List przepadł. Było prawie pewne, że Duncan stanie się łupem bandytów,
którzy zrobią z niego statek piracki.
Wydostanie się z położenia, w jakim się znaleźli było
bardzo trudne. Próbowano nawet zbudować tratwę i popłynąć w dół rzeką. Niestety
wezbrane wody rzeki Snowy porwały tratwę i nie pozostało im nic innego, jak
piesza wędrówka. Po kilku dniach mordęgi
dotarli jednak nad morze, lecz horyzont był pusty. Duncana nie było widać.
Okolica, w której się znaleźli była zamieszkana, były
też drogi, więc dalszą podróż odbyto dyliżansem. Podczas postoju w mieście Eden
Glenarwan wysłał telegram do Melbourne z zapytaniem czy Duncan wypłynął z
portu. Odpowiedź nadeszła niebawem i była tylko potwierdzeniem ich obaw. Statek wpadł w ręce bandytów.
Tak oto zakończyła się podróż po Australii. Nie
znaleziono też kapitana Granta. Gdzie on, zatem jest? Skąd wrzucił pamiętną
butelkę do morza?
Położenie, w jakim się znaleźli wykluczało dalsze
poszukiwania. Mary i Robert dzielnie znosili fakt, iż trzeba będzie teraz udać
się do Europy. Radzono, jakie czynności należałoby podjąć, aby jak najszybciej
móc wsiąść na statek udający się na stary kontynent. Paganel zaproponował
rozwiązanie, które przypadło wszystkim do gustu. Mianowicie w porcie opodal
stał bryg, Macquarie, który w najbliższym czasie miał wypłynąć do Auckland w Nowej
Zelandii. Nawiasem mówiąc miasto to znajdowało się także na 37 równoleżniku.
Oficjalnym powodem było jednak to, że stamtąd łatwiej było znaleźć statek
płynący do Europy.