Darosława, mało sympatyczna kobieta, miała córkę i sierotę na wychowaniu. Córka nie grzeszyła czystością, a pasierbica zawsze była schludna i zadbana Ten stan rzeczy drażnił macochę, więc dokuczała sierocie na różne sposoby, a najchętniej wyrzuciłaby ją z domu. Pewnego razu wysłała więc dziewczynę w grudniu po fiołki. Gdyby ich nie zdobyła, miała się sierotka więcej na oczy gospodyni nie pokazywać. Dziewczynka nie miała wyjścia, więc poszła do lasu i spotkała dwunastu panów, skupionych wokół ogniska. Zaczęli ją wypytywać, który z nich najbardziej jej przypadł do gustu? Sierotka zorientowała się, że ma przed sobą uosobione dwanaście miesięcy, wiedziała , że każdy z nich może jej być potrzebny, więc dla wszystkich była miła. Powiedziała im też, czego zażądała od niej macocha. Natychmiast też jej życzenie zostało spełnione. Kwiecień usiadł na miejscu Grudnia i od razu nastała wiosna. Pasierbica nazrywała fiołków, podziękowała Kwietniowi i wróciła do domu.
Za trzy dni gospodyni znowu wysłała pasierbicę do lasu – tym razem po poziomki...Biedulka od razu pomyślała o miesiącach i, jak się spodziewała, znowu jej pomogli. Teraz Czerwiec usiadł na miejscu Grudnia - nastało lato. Sierotka prędziutko uzbierała pełny dzbanek poziomek i zaniosła je gospodyni. Macocha z córką zjadły je same, nie podzieliwszy się z ofiarodawczynią.
Ale i to nie wystarczyło! Po jakimś czasie zachłanna Darosława wysłała dziewczynkę po srebrne talary. Znowu więc zwróciła się o pomoc do braci Miesięcy. Grudzień wskazał jej węgielki z ogniska i poradził, aby ich sobie nabrała do fartuszka.. Dziewczynka trochę obawiała się, że się jej odzież spali, ale w końcu przemogła strach i zdecydowała się postąpić według sugestii Grudnia. Do domu zaniosła srebrne talary, ale niezadowolona macocha posłała ją po więcej. Wyszła więc i już nie wróciła, została gospodynią u braci Miesięcy.
Pasierbica nie wracała, więc chciwa Darosława wysłała własne dziecko po talary. Oczywiście odziała ją w kożuszek, spakowała jedzenie na drogę i posłała do lasu. Niedługo też córka złej gospodyni także spotkała braci Miesiączków, ale zamiast grzecznie z nimi porozmawiać, zaczęła im wymyślać. Bracia rozgniewali się. Luty i Grudzień zamienili się miejscami. W jednej chwili ścisnął mróz, zadymka śnieżna była tak gęsta, że trudno było dojrzeć coś o krok. Zawierucha szalała! Krnąbrna dziewczyna została w ten sposób ukarana. Wśród zawiei błądziła, zapadając się po kolana w śnieżnych zaspach. Aż w końcu wycieńczona i wyziębiona straciła życie.