Książki mojego życia
co czytają pisarze
Czy można sobie wyobrazić większą rozkosz niż zajrzenie do biblioteki sławnego pisarza? Nie tylko zajrzenie, ale i grzebanie w książkach, które zgromadził – w swojej świadomości – przez lata? Grzebanie w książkach i spoglądanie na nie jego oczami? A jeśli jeszcze takim pisarzem jest Henry Miller, którego skandalizująca momentami proza wzbudzała emocje i kontrowersje, szokowała, wywoływała wypieki na ustach?
Miller – jako samouk – nie czytał według z góry narzuconej listy, ale jego wybory nie były bynajmniej przypadkowe – zazwyczaj sięgał po literaturę z najwyższej półki, literaturę znaczącą w swojej epoce, po dzieła – jak to określa – rewolucyjne. Prowadzi ścieżką od swojej najwcześniejszej lektury wprost do tych, którzy wywarli na niego największy wpływ, jako uzupełnienie dodając listę książek, które wywarły na niego największy wpływ i książek, które ma zamiar jeszcze przeczytać. Nie jest to jednak żadna naukowa dysertacja, nie - Miller, właściwym sobie gładkim i wciągającym na jego orbitę języka, opowiada o książkach, o przyjemności ich czytania, o powrotach do niektórych. Wędrując po meandrach swojej literackiej edukacji zawraca, kluczy, wybiega w przyszłość. Gdyby tak w trakcie czytania za każdym razem sięgać po książki, o których Miller aktualnie opowiada, to ze zdumieniem niejakim stwierdza się, że to kanon światowej literatury uzupełniony swoistymi wyborami, opartymi na skojarzeniach literackich, estetycznych czy światopoglądowych, które zresztą Miller dokładnie wyjaśnia. Rozwija swoje wyjaśnienia, robi dygresje, wraca, znów kluczy. Labirynt? Wbrew pozorom nie. Doświadczony, wysmakowany czytelnik znajdzie tu zapewne swoje własne wybory i przemyślenia – tyle, że w wydaniu Henry Millera. A wszystko upstrzone cytatami, zinterpretowane i podparte filozoficznymi dywagacjami. Smakuje ulubione fragmenty, dopuszczając nas do sanktuariów swoich zachwyceń, zdradzając przy tym sekrety swego warsztatu pisarskiego, bowiem – jak się okazuje – w trakcie pisania Miller wcale nie stronił od czytania, a nawet wręcz przeciwnie. Toczy nawet rozważania na temat ich podobieństw i różnic – oczywiście między tym, co czytał a tym, co napisał. Takich tajników warsztatu pisarza nie można chyba nigdzie indziej znaleźć.
Miller jest typem nałogowego czytelnika, co prawda nie czyta wszystkiego, co mu w ręce wpadnie, ale czyta wszędzie i znaczącym – z psychologicznego punktu widzenia – jest dla niego nie tylko co ale i gdzie się czyta. Mówiąc o sobie, o swoich wyborach, o swoim nałogu czytania, o tym, jaki przeczytane książki miały na niego i na jego pisarstwo, idzie o krok dalej – przeprowadza psychologiczną analizę czytelnika, na swoim przykładzie oczywiście. Opowiada o swoich rozmowach o książkach, o tym, kto mu jaką książkę polecił, dlaczego i o tym, co on sam w ich znalazł. A także o późniejszych rozmowach, a raczej zażartych dyskusjach z tymi, którzy mu te książki polecali. Wgłębia się przy tym – w czym jest przecież mistrzem – w psychologię czytania i czytającego, wyciągając ze swych na ten temat przemyśleń zaskakujące wnioski.
Pasjonująca lektura, być może nie dla każdego, bo o wiele łatwiej poruszać się po świecie książek Henry Millera, znając doskonale te, o których pisze. Niemniej dla mniej oczytanych miłośników jego prozy – bo nie zmienia ani na jotę swego stylu – jest to prawdziwy rarytas.
Moja ocena: bezapelacyjnie polecam, bo jakże inaczej można poznać pisarza niż poprzez to, co czyta?
Więcej recenzji na temat Książki mojego życia