Wpisz streszczenie w tym miejscu. W tym filmie jest wszystko, co powinno znaleźć
się w opowieści o świecie mody:
piękne kobiety, wspaniałe stroje i blichtr "wielkiego świata". Ale oprócz tego jest tu wartka akcja, dowcipne dialogi, wyraziści bohaterowie i Meryl Streep. Bo Diabeł
ubiera się u Prady to bardzo przyzwoite kino rozrywkowe, czyli gwarancja sympatycznych dwóch godziny w ciemnej sali.
Diabeł ubiera się u Prady jest adaptacją popularnej również w Polsce powieści Lauren Weisberger. Autorka książki przez rok była asystentką Anny Wintour, naczelnej magazynu "Vogue". "Diabeł..." jest zatem opowieścią z kluczem: za o perypetiami Andrei, asystentki szefowej "Runwayu", kryje się historia Lauren - byłej asystentki szefowej "Vogue''a", a lodowata Miranda Priestly została stworzona na obraz i podobieństwo pani Wintour. Filmowy Diabeł... nie gubi tego kontekstu, choć chyba mniej istotne wydają się odniesienia do rzeczywistości. Natomiast jest to bardzo zgrabnie zrobiona adaptacja, której twórcy nie bali się zrezygnować z wielu wątków, co zdecydowanie wychodzi na korzyść filmowi (a czego - proszę mi wybaczyć ten wtręt - powinni się nauczyć polscy adaptatorzy popularnych czytadeł, vide Samotność w Sieci).
Bohaterką tego komediodramatu jest Andy, idealistka tuż po college''u, która dostaje pracę marzeń "miliona dziewczyn". Andrea do końca pewna swego szczęścia nie jest, a bliższe spotkanie z wymagającą Mirandą utwierdza ją tylko w przekonaniu, że wpadła jak śliwka w kompot. Co gorsza obcowanie ze światkiem mody, anorektycznych panienek i ciuchami za tysiące dolarów jest kuszące. I tak Andy Sachs z kompletnej modowej abnegatki zaczyna zmieniać się w idealną asystentkę diabelskiej naczelnej. Oczywiście takie zmiany nie pozostaną niezauważone przez najbliższych: chłopaka i przyjaciół. Andrea będzie musiała wybierać między przejściem na "ciemną stronę mocy" a wiernością sobie.
Film Frankela nie jest arcydziełem, ale lekko i dowcipnie pokazuje rozterki młodej dziewczyny, będąc jednocześnie atrakcyjnym kąskiem dla wszystkich, którzy lubią podglądać pięknych i bogatych. Bo mamy w Diable... nowojorską śmietankę towarzyską, eleganckie rauty, projektantów (prawdziwy Lagerfeld!) i modelki. Na szczęście jest to tylko dodatek, który nie przesłania samej opowieści oraz jej... przesłania. Idealistycznego, lecz na szczęście podanego bez zbędnego moralizatorstwa.