CZEKOLADA. (Chocolat)W małym miasteczku na francuskiej prowincji, z dala nie tylko od Paryża i Marsylii, ale nawet od Tuluzy i Bordeaux, życie toczy
się według odrębnego scenariusza. W społeczności tego miasteczka/wsi „rząd dusz”niepodzielnie sprawuje
ksiądz. Werbalnie rygorystyczny, acz znający przywary i grzeszki codzienne swych owieczek, umiejętnie nimi steruje, tolerując nieprawości w imię zachowania fasady przyjętych pryncypiów. Panuje nad mieszkańcami bez większych trudności do czasu, gdy w miasteczku pojawia się z zamiarem zamieszkania młoda kobieta Vianne z sześcioletnią córeczką Anouk. Przybyła wydzierżawiła zrujnowaną piekarnię i sporym nakładem własnej pracy oraz przy pomocy niektórych mieszkańców (co niezmiernie zdziwiło
księdza) w kilka dni przaobraziła ją w miejsce sprzedaży i konsumpcji czekolady. Nie była to bowiem ani kawiarnia, ani cukiernia, ani sklep ze słodyczami. Szaleńcza energia, serdeczność, otwartość i umiejętność wyczuwania pragnień swoich gości sprawiła, że wkrótce miała wcale pokaźną klientelę. Jeżeli do tego dodać, że Vianne posiadała niespotykany talent do przyrządzania mnóstwa intrygujących czekoladowych specjałów i podawania ich w wyszukanej formie, to nietrudno zgadnąć, że szybko pozyskiwała sympatię co odważniejszych mieszkańców miasteczka. Ponieważ akcja dzieje się w czasie wielkiego postu, a Vianne okazała się być panną z dzieckiem, co ostentacyjnie podkreślała, że jej przybytek czynny był również w niedzielę, że sama
CZEKOLADA była zaprzeczeniem wielkopostnego umartwiania się, nieuniknione stało się starcie z księdzem. Vianne ze swoją radością życia i zdroworozsądkową logiką wtargnęła w obszar dotychczas dla niego zarezerwowany. Wojnę rozpoczął kazaniami ksiądz. Klienci „czekoladziarni” dzielili się z Vianne wiadomościami z linii frontu. Część z nich odkryło, że może być sobą, że może wyjść z dotychczasowej, narzucanej przez księdza, hipokryzji. Pracując za ladą swojego przybytku i racząc klientów ich ulubionymi smakołykami, Vianne dowiadywała się więcej z życia miasteczka, niż jej antagonista w konfesjonale. I okazało się, że w tej wieśniaczej masie (określenie księdza) są i indywidualności, i osoby stłamszone. Z jednej strony niezależna Armande, którą odrzuciła córka całkowicie oddana księżemu rygoryzmowi, niepozwalająca na kontakt z babcią swojemu jedynakowi, a z drugiej pani Muscat, którą mąż Paul-Marie regularnie bił, spowiadał się i ponownie bił. Z przybyciem Vianne bujnie rozkwitło – i tak funcjonujące w takich miejscowościach – plotkarstwo. Tym razem jednak nie było ono celem samym w sobie. Ludzie mogli wyrzucić z siebie to, co naprawdę myślą, a nie, co powinni myśleć. Dojrzewali do podjęcia własnych ważnych decyzji. I tak Josephine Muscat opuściła bijącego męża i zamieszkała z Vianne stając się jej współpracownikiem, wnuczek Armande znalazł sposób, by nawiązać kontakt z babcią, a i ksiądz zaczął popełniać błędy widząc, jak mu się wymyka spod kontroli coraz więcej owieczek. Kolejną bitwę przegrywa, gdy podżega - zdesperowanego odejściem żony - Paul-Marie Muscata do rozprawienia się z kolonią wolnych obieżyświatów, przybyłych barkami i cumujących na pobliskiej rzece, dopływie Garonny. Przybysze, z racji swojej swobody moralnej, nie byli mile widzianymi gośćmi tej części miasteczka, która była pod wływem księdza. Otumaniony Muscat podpala jedną z barek. Giną ludzie, ale sumienie księdza nie drgnęło. Apogeum konfliktu następuje jednak w dniu święta Wielkanocy. Na popołudnie tego dnia Vianne zaplanowała „Festiwal Czekolady”. Aby zapobiec imprezie ksiądz w akcie desperacji włamuje się wczesnym świtem do „czekoladziarni” z zamiarem zniszczenia zapasów słodkości i udaremnienia tym samym całego festiwalu. Skuszony jednak zastanymi delicjami, ulega ich urokowi i folgując tłamszonym pragnieniom, z niepohamowaną oskomą wyjada wszystko, co było wyeksponowane na wystawie. Tam też zastaja go zwycięska Vianne. Czekolada zwyciężyła niezrozumiały formalizm podparty dogmatami religii. Zdyskredytowany ksiądz w trybie pilnym opuścił miasteczko, mszę świąteczną odprawił ku ogólnemu zadowoleniu wikary, a festiwal udał się znakomicie. Szczęśliwa Vianne swoją misję zakończyła z powodzeniem i gnana podświadomym zewem wraz ze swoją Anouk wyrusza w świat, aby znowu założyć w jakimś miasteczku nową „czekoladziarnię’ i być może historię powtórzyć. A być może tylko krzewić serdeczność, tolerancję i ciepło, czyli to, co jest fundamentem religii, którą ksiądz reprezentował, a których pryncypia ignorował. Tolerancja, to naprawdę łatwe słowo.Autor: Joanne HarrisStreścił: Yanusha
Opublikowano dnia:
marca 01, 2007
Więcej recenzji na temat Czekolada