Umiejętność dokonywania wyboru było, jest i będzie bolączką oraz piętą achillesową człowieka; bo czymże jest ta istota, jakże chwiejna, poddawana raz po raz presji otoczenia, ludzi i rzeczywistości, ale także własnego sumienia? Szczególnie
więc jesteśmy bezradni, gdy stajemy wobec dylematów moralnych, w których zawsze pojawia
się jeden niezmienny schemat: Bóg (lub bogowie, jak w przypadku, który mamy rozpatrzyć) kontra doczesność. Dowodem na istnienie tego odwiecznego problemu jest dramat antyczny Sofoklesa „Antygona”, który dokładnie ukazuje tragizm postaci – konflikt tragiczny polegający na podjęciu decyzji: prawa boskie, czy prawa stworzone przez człowieka; niedoskonałe przecież, ale czy funkcjonując w społeczeństwie, współżyjąc na co dzień z innymi ludźmi, możemy pozostać wyobcowani w ich przestrzeganiu, pomimo naszego indywidualnego wyznania?... Poddana jest więc próbie lojalność tytułowej bohaterki wobec własnych rodaków, a przede wszystkim własnego króla, Kreona, ale zarazem wobec bogów i sumienia. Bohaterka jest więc, niezależnie od podjętej decyzji skazana na klęskę. Nie jest to bowiem wybór pomiędzy sprawami radykalnymi, dobrem i złem, ale pomiędzy sprawami równoważnymi. Ostatecznie staje się symbolem osoby, która w imię wyższych idei, w imię wyższej etyki, narusza ludzki „ład” stworzony na ziemi ręką śmiertelnika. Postanawia pogrzebać zmarłego brata. Uznaje, że godny pochówek należy się każdemu człowiekowi, nawet takiemu zdrajcy, jak jej brat, Polinejkes („nie można dopuścić, by niepogrzebion, bez płaczu, stał się łupem dla sępich dziobów chciwych (...)”). Poczuwa się do obowiązku zachowania tradycji, w której bogowie każą chować zmarłych, by ci nie cierpieli po śmierci (o wadze tego stanowi mit o Syzyfie, którego bogowie wypuścili z Hadesu, by ten mógł upomnieć żonę, by go pogrzebała), chce żyć w zgodzie z samą sobą, co też czyni bez względu na groźbę ze strony władcy.Jej postępowanie jest zrozumiałe, kierowała się drogą emocji: szacunkiem dla zmarłych i miłością do bliskiej jej osoby. Rację również należy jej przyznać, patrząc z wyższej perspektywy, która mówi, że człowiek śmiertelny (a nawet władca jest takowym), nie może wymierzać sprawiedliwości drugiemu człowiekowi i oceniać jego postępowania, co jest rzeczą jedynie bogów (nie można przekreślać nadanych przez nich praw). W życiu nie można kierować się nienawiścią, lecz jedynie miłością („współkochać przyszłam, nie współnienawidzić”), nikt nie jest bowiem bezgrzeszny, by móc osądzać innych.Bohaterka nie obawia się przedwczesnej śmierci, którą jako karę może wymierzyć jej Kreon, a która i tak kiedyś nadejdzie. Pozwoli jej jedynie spotkać się wcześniej z bliskimi.Antygona nie jest jednak jedyną postacią tego dramatu postawioną w niekorzystnej dla siebie sytuacji. Kreon, król Teb, któremu ostatecznie sprzeciwia się główna bohaterka, również staje na rozstaju dróg, spowodowanym jego pozycją w państwie. Jako władca ma w obowiązku zachować porządek, naród nie może przecież żyć w anarchii spowodowanej naruszaniem prawa ustawowego. Skutkiem może być przecież upadek państwa, za które jest w pełni odpowiedzialny. Jest głową tego państwa, jest z nim utożsamiany („czy nie uchodzi państwo za rzecz władcy”). Jego zadaniem jest cenienie swego kraju jak najwyżej, to dlatego poczuwa się w obowiązku ukarania zdrajcy, Polinejkesa i stanowczo zabrania Antygonie pochówku niegodziwca, który mógł zniszczyć, tak drogie mu, Kreonowi, Teby. Pogrzebanie Polinejkesa, w oczach jego i jego poddanych, to traktowanie równe temu, jakie przysługuje obrońcy. Kłóci się to więc z powszechnym stereotypem i zwyczajem.Nieukaranie winnych postawiłoby również Kreona jako władcę w złym świetle – jako władcę niesprawiedliwego, nie trzymającego się reguł, dającego burzyć powszechne prawa. W jego mniemaniu, prawo religijne nie może ograniczać jego panowania.Jego postawa to powszechna, obserwowana z resztą do dziś obawa przed utratą dóbr doczesnych – w tym przypadku władzy; nie można przecież zaprzeczyć, żeobserwując historię, postępowania ludzi na przestrzeni wieków, tych wielkich, i tych mniejszych, znaczących mniej, czy więcej, że na porządku dziennym jest, iż często boimy się „stracić twarz” dla wyższych idei, prawych, zgodnych z pierwotną naturą człowieka – po prostu moralnych. Kreon jest przykładem takiego człowieka.Oboje więc, i on, i Antygona, są wzorcami ludzi, których zachowania są wciąż powielane; może nie w sensie dosłownym w tym przypadku, ale na pewno merytorycznym – dylematy moralne są wciąż aktualne, a ludźmi kieruje fatum, które pomimo swojej władzy nad nimi, pozwala im złudnie myśleć, że sami są bogami i mogą wszystko. Dramat ten dzięki takiej problematyce spełnia założenia poetyki, która pozwala człowiekowi na doznanie tzw. katharsis, czyli oczyszczenia w wyniku doznania skrajnych emocji litości i trwogi, spowodowanych konfliktem pomiędzy Antygoną i Kreonem – w końcu bliskimi sobie osobami. Sofokles, pomimo, że tylko nieznacznie wydawałoby się, przychyla się ku racji Antygony, możemy śmiało powiedzieć, że to właśnie ona widziana jest jako autorytet moralny. Kreonowi pozostają w końcu jedynie wyrzuty sumienia i samotność...
Opublikowano dnia:
lutego 10, 2007
Więcej recenzji na temat Antygona (esej: Problematyka moralna "Antygony")