Tytułowa „Uczta” to bynajmniej nie jakieś szczególnie wystawne przyjęcie, lecz zwyczajny wieczorek towarzyski, spędzany przy winie i smakołykach przez grupę Ateńczyków, do których należą najsławniejsze osobistości – Sokrates, Agaton, Arystofanes, Pauzaniasz... Leżąc wygodnie zwyczajem greckim przy zastawionym stole, postanawiają tym razem nie spędzać czasu na bezproduktywnym piciu, lecz oddać
się jakiejś przyjemnej dyskusji. Za temat zostaje wybrana rzecz dla wszystkich Greków o tyle ważna, o ile powszednia – pochwała Erosa. Jeden po drugim, grupka przyjaciół, z których każdy posiadł pewien talent mówcy, sofisty i filozofa, rozwija przed słuchaczami swoją część opowieści, składając cześć Erosowi i jego dobrodziejstwom dla ludzkości. Fajdros chwali go jako najstarsze z bóstw, które serca ludzi nakłania poprzez miłość do samej szlachetności. Poprzez liczne przykłady z legend mitologicznych pewnie układa swoją wizję opowieści. Następnie Pauzaniasz opowiada o
dwóch Erosach, towarzyszach dwóch Afrodyt – niebiańskiej i wszetecznej. Mówi o miłości leżącej u podstaw praw, polityki, państw, rozróżnia sprawy moralnie godziwe i niegodziwe w związkach miłosnych. Eryksimach, kolejny mówca, chwali Erosa z punktu widzenia lekarza, jako dawcę harmonii duszy, ciała i całego świata. Po nim Arystofanes, żartobliwie zaczynając, snuje piękną legendę o powstaniu dzisiejszych, dwupłciowych ludzi z niegdysiejszych, zlepionych w jedno istot o czterech nogach, czterech rękach i dwóch twarzach. W obawie przed ich siłą i uporem bogowie porozdzierali ich na części i dziś tęsknią do siebie owe połówki rozdarte, szukają się nawzajem i chcą złączyć jak dawniej. Eros zaś ma pomagać w uspokojeniu tych tęsknot. Zaraz potem Agaton w swojej pochwale skupia się na
samym Erosie, na jego opisie, jaki jest wiecznie młody i delikatny, dziękuje mu zaś za udzielanie swoich zalet ludziom. Na samym końcu przemawia Sokrates, opowiadając, jak jego niegdysiejsza znajoma Deotyma oświeciła go co do prawdziwej natury Erosa. Ma on nie być pięknym bogiem, lecz duchem, pośrednim między pięknem a szpetotą, który właśnie dzięki temu tak piękno kocha i do niego dąży, pośrednicząc w tym samym między ludźmi i bogami. Dialog Platona, w tak filozoficznym duchu prowadzony, kończy się wtargnięciem na „ucztę” Alkibiadesa, który skarży się zgromadzonym na niemożność zdobycia względów Sokratesa. W końcu rozpoczyna się ogólna pijatyka, a wszyscy panowie zaczynają wychodzić albo zasypiać.
Więcej recenzji na temat Uczta