Ernest Hemingway napisał opowiadanie „Stary człowiek i morze” w 1952 roku. Opowiadanie zostało nagrodzone w 1953 roku nagrodą
Pulitzera, a rok później Nagrodą Nobla.Jest to opowieść o ludzkim życiu i walce z przeciwnościami, jakie stoją na naszej drodze. Stary rybak, Santiago, mieszka na kubańskim wybrzeżu w skromnej chacie, od lat zajmuje
się połowem ryb. Jego żona od kilku lat nie żyje, a jedyną osobą, z którą starzec może zamienić parę słów, jest młody chłopiec o imieniu Manolo. Santiago kocha Manola jak syna, ten z kolei darzy staruszka ogromnym szacunkiem, uczy się od niego wielu rzeczy i traktuje prawie jak własnego ojca. Kiedy zaczyna się opowieść, dowiadujemy się, że bohater od dawna nie złowił żadnej ryby. Tego lata morze poskąpiło mu swych skarbów, bez których nie mógł długo żyć. Nadeszły ciężkie czasy. Jednak kiedyś było jeszcze gorzej. Swego czasu sieć Santiago świeciła pustkami aż przez 3 miesiące, rybak obiecał sobie, że nie pozwoli na pobicie tego niechlubnego rekordu. Następnego dnia wypływa w morze z nową nadzieją. W tym momencie zaczyna się największa przygoda jego życia. Na pełnym morzu, daleko od brzegu zarzuca przynęty i spokojnie czeka. Ma dużo czasu. Wie, że w tym fachu potrzeba wiele cierpliwości. Nagle niespodziewane szczęście, po ponad dwóch miesiącach niepowodzeń linka, do której zamocowana była przynęta, drgnęła. Naprężyła się i zaczęła ciągnąć łódź z dużą prędkością. Rybak wiedział, że nie jest to zwykła ryba, siła i pęd wskazywały, że ma do czynienia z okazem, jakiego może jeszcze nigdy nie widział. Mijały godziny, jednak ryba nie poddawała się. Miał niespotykaną siłę woli i chęć walki aż do zwycięstwa lub śmierci. Po kilku godzinach poczuł drętwienie rąk, słońce paliło mu w plecy, jednak poddanie się nie przyszło mu nawet do głowy. Nastała noc, potem następny dzień, ryba nie dawała za wygraną, sił jakby jej nie ubywało. To dawało starcowi jeszcze większą motywację do walki. Jego ręce zaczęły krwawić, linki wrzynały mu się w ciało, a łódka płynęła wciąż dalej i dalej, ciągnięta przez olbrzymią rybę. Walka między nimi trwała trzy dni i trzy noce, zdobycz powoli traciła siły, aż w końcu udało się ją zabić. Był to ogromny okaz, ryba nie mieściła się do łódki Santiago, trzeba było przywiązać ją do burty. Starzec, zmęczony tak długotrwałym wysiłkiem, rozstawił żagiel i udał się w drogę powrotną do lądu. Szybko okazało się, że nie był to koniec przygody, przywiązaną do łodzi rybę zaczęły atakować żarłoczne rekiny. Santiago walczył z nimi, ile tylko miał sił, jednak ataki były częste, a nieprzyjazne rekiny nie dawały za wygraną. Na miejsce jednego zabitego pojawiał się następny, który odgryzał kawał mięsa ze zdobytego marlina. Kiedy rybak dopłynął do brzegu, resztką sił udał się do swej chatki i zasnął na bardzo długo kamiennym snem, wyczerpany po trzydniowej walce na morzu. Przy łódce zacumowanej na wybrzeżu, błyszczał w słońcu biały, nagi szkielet wielkiej ryby. Ludzie patrzący na to zjawisko, byli zdziwieni, że człowiekowi udało się upolować tak wielką zdobycz. Szkielet budził we wszystkich wielki respekt i szacunek do starca. Morałem tej książki jest: „Człowieka można zniszczyć, ale nie pokonać.”