Znajdź
×

Zarejestruj się

Użyj swojego profilu na Facebook, żeby szybciej się zarejestrować

albo

Załóż konto na Schvoong wpisując dane

Jesteś zarejestrowany? Zaloguj się!
×

Zaloguj się

Zaloguj się używając konta na Facebook

albo

Nie jesteś zarejestrowany? Zarejestruj się!
×

Zarejestruj się

Użyj swojego profilu na Facebook, żeby szybciej się zarejestrować

albo

Zaloguj się

Zaloguj się używając konta na Facebook

Strona główna Shvoong>Książki>Romeo i Julia - adaptacja filmowa

Romeo i Julia - adaptacja filmowa

artykułu Streszczenie   według:czajna     Autor : Szekspir
ª
 
Pierwszym filmem, jakim chciałabym się zająć, jest włosko – angielska adaptacja filmowa Franco Zefirelliego pt. „Romeo and Juliet”, powstała w 1968 roku. Reżyser jest także jednym z trzech autorów scenariusza, pozostali dwaj to Franco Brusati i Maestro D’Amico. O wielkości filmu świadczy fakt, Ze w 1969 roku zdobył dwa Oskary (za zdjęcia i kostiumy). Jest to jedna z najlepszych adaptacji szekspirowskiego arcydzieła w historii kina. Tragiczne wydarzenia z życia młodych kochanków z Werony, których los został poddany działaniu Fatum, są w ujęciu Franco Zefirelliego manifestem młodości – silnej, witalnej, zbuntowanej przeciwko prawom rządzącym światem. Wartość tego filmu polega na tym, że stworzono w nim nową jakość, utrzymując równocześnie poziom dorównujący oryginałowi. Film jest całkowicie wierny pierwowzorowi, rozpoczyna się od sceny dobrze znanej nam z aktu 1 – kłótni nienawidzących się rodów Montekich i Kapuletów. Scena ta przedstawiona jest w sposób wiarygodny, świeży, reżyser stara się przedstawić widzowi głównych bohaterów, zaciekawić go fabułą. Kolorystyka – brak ostrych, rażących barw, jest spójna i harmonijna z cichą melodią muzyki, lecącej gdzieś w tle (autorstwa Nino Roty). Pierwsza scena filmu pełni rolę pierwszych stron dramatu, tych, na których wymienione są osoby dramatu. Już w pierwszej scenie poznajemy Samsona i Grzegorza, Abrahama i Baltazara, Benwolio, Tybalta, Kapuleta i Montekia z żonami, księcia Eskalusa, a także Romea. Jeśli zaś chodzi o miejsce i czas akcji są one całkowicie zgodne z dziełem Szekspira. Piękna, włoska Werona jest doskonałą kreatorką obrazu, a stare zabudowania i wąskie uliczki, w pełni odpowiadają wyobrażeniom czytelnika. Obraz jest harmonijny z muzyką i grą aktorów. Natura i charakterystyczna włoska kultura znakomicie oddają charakter tego utworu, stają się jej nieodłącznym elementem. Jeśli zaś chodzi o aktorów, reżyser postawił na młodych zupełnie niedoświadczonych amatorów. Był to jednak strzał w 10, gdyż taki wybór spowodował, że całe przedsięwzięcie było wiarygodne. W rolę Romea wcielił się siedemnastoletni Leonard Whiting (był to jego debiut telewizyjny), Julię zagrała piękna i młodziutka (piętnastoletnia wtedy) Oliwia Hussey. Świetnie wypadła w tej roli – otrzymała zresztą za nią nagrodę „Złotego Globu”. Młodzi aktorzy grali więc postacie w swoim wieku, rówieśników, mogli więc być naturalni. Naturalność ta jest bardzo widoczna w filmie i to dzięki niej otrzymano tak wspaniały efekt. Wizerunek Romea – dziecięca jeszcze buzia, brązowe włosy i smukła sylwetka – być może nie do końca odpowiada wyobrażeniom współczesnego czytelnika, jednak jest to kreacja w pełni wierna oryginalnemu tekstowi. Tak właśnie wyglądał Romeo, cała magia wyobraźni czytelników „Romea i Julii” zostaje zniszczona – reżyser narzuca widzom kształt postaci, a widz musi go zaakceptować, mimo że jego wyobrażenia były całkiem odmienne.
Dialogi w filmie są na jego potrzeby skrócone. Przy optymalnym ich wykorzystaniu dzieło mogłoby się okazać za długie, więc nudne dla potencjalnego odbiorcy (film już trwa ponad dwie godziny). Zabieg ten nie wpływa jednak na kształt filmu. Jest on całkowicie pełny i kompletny, nie zostaje zagubiony sens utworu, przesłanie jest zrozumiałe. Skrócenie tekstu odbyło się w sposób umiejętny – reżyser i scenarzysta konsultowali się z największymi znawcami twórczości Szekspira. Przeciętny widz nie jest w stanie uchwycić tych zmian. Ogromną zaletą tego filmu jest płynność. Sceny zmieniają się harmonijnie, lekko, zupełnie inaczej, jak w przypadku sztuki wystawianej w teatrze. Szekspir okazuje się mistrzem skrótu, oszałamiającego tempa akcji. Sceny tragedii następują po sobie w tempie filmowym. Historia kochanków toczy się wśród przeplatających się obrazów światła i mroku, wśród nocnych scen miłości i dziennych scen gwałtu, sentymentu. Lecz cały ten wir zdarzeń i obrazów poddany jest – i służy –potędze w tej sztuce najwyższej – szekspirowskiej poezji. Mamy tu do czynienia z rodzajem poezji w niebywale pięknej postaci, drgającej tkliwością i zachwytem. Kolejnym bogactwem filmu jest scenografia. Dynamizm scen dostarcza scenarzyście niebywałego pola do popisu. Słonecznymi ulicami Werony życie płynie nie tylko szybko, ale z urokiem. Młodzi ludzie szukają zabawy, na przemian wzdychają do dziewcząt, to szydzą z tego, delektując się potokami słów. Bale i maskarady wydają się głównym zajęciem włoskich mieszczan. Gdzież łatwiej o fantazyjny strój, dramatyczny gest, żywy dialog, gorące porozumienia i nieporozumienia? Dekoracje i urozmaicone stroje w pełni odpowiadają realiom epoki Szekspira, muzyka także do niej nawiązuje. Reżyser nie ustrzegł się jednak pewnych wad. To, co jest ogromnym atutem filmu, może stać się w pewnych momentach męczące. Mowa tu o muzyce. Być może jest tak, gdyż współcześni ludzie nie należą do miłośników muzyki renesansowej. Mimo tej małej wady filmu, jest on wspaniałą próbą adaptacji „Romea i Julii”, próbą bez wątpienia udaną. Świeży, lekki, młody i porywający – takimi słowami krótko, lecz trafnie można podsumować tę adaptację.
Opublikowano dnia: 18 listopada, 2006   
Proszę oceń : 1 2 3 4 5
Tłumacz Wyślij Odnośnik Drukuj
X

.