Wiecie kim jest Esmeralda Weatherwax? Jeśli nie, to nie dowiadujcie
się tego z tej książki. Lektura Carpe Jugulum Pratchetta
przynosi najwiecej przyjemności, jeśli zna
się już główną bohaterkę z innych opowieści. Trzeba znać jej niezłomny charakter i ogólną tendencję do pokonywania wszystkiego, żeby zrozumieć, jak dziwna jest zawarta tu myśl, że mogłaby z kimś przegrać.
Esme Waetherwax, czyli Babcia Waetherwax, jest najpotężniejszą czarownicą Ramtopów, największych gór w świecie Dysku. Ten świat, jak sama nazwa wskazuje, jest dyskiem, położonym na grzbiecie czterech słoni, stojących na skorupie ogromnego żółwia. To wie każdy, kto zetknął się z ogromnym cyklem Terrego Pratchetta. Jeśli ktoś zna Równoumagicznienie, Trzy Wiedźmy albo Wyprawę czarownic, nie potrzebuje też wielu informacji o bohaterach Carpe Jugulum. Główną różnicą w porównaniu z tamtymi jest fakt, że pozostałe czarownice z tercetu wiedźm dowodzonego przez Esme zostają tu odsunięte na dalszy plan i właściwie nie mają wiele do roboty.
Jest to dość przewrotne, bo z początku wydaje siê, że przeczytamy o czymś wręcz odwrotnym: oto do maleñkiego królestwa Lancre w Ramtopach przybywa, zaproszona na wesele króla Verence'a II - byłego błazna króla Verence'a I, obecnie całkowicie nieskutecznego i lekceważonego reformatora ustroju i założyciela Lancrañskiego Towarzystwa na Rzecz Poprawy Stanu Ludzkości - z młodą Magrat - byłą czarownicą i niemalże-pogromczynią podłych elfów, której matka miała problemy z ortografią, rodzinka wampirów. Nie chodzi o to, ze wszelkie sposoby na wampira, takie jak woda święcona albo czosnek, przestają działać, kiedy się takiego zaprosi do domu. Chodzi o to, ze na te wampiry w ogóle mało co może zadziałać. To są wampiry oświecone i kierujące się rozsądkiem. Wiedzą, że stawanie w słupach ognia po zamoczeniu w wodzie święconej jest tylko przyzwyczajeniem kulturowym, którego można się rozsądnie pozbyć.
No więc, z początku wydaje się, że przeczytamy o czymś wręcz odwrotnym: Babcia Weatherwax ulega chwilowemu załamaniu nerwowemu, wampir nazwiskiem Magpyr rzuca urok na cały dwór Lancre i bez większych truności przejmuje władzę nad królestwem, a jedynymi ludźmi gotowymi stawić mu czoła są dwie czarownice (choć powinny być trzy): Niania Ogg, matka lub teściowa jednej trzeciej mieszkañców Lancre, i Agness Nitt, zupełna nowicjuszka w dziedzinie czarownictwa, która do tego, jak każda gruba dziewczyna, kryje w sobie szczupłą dziewczynę i mnóstwo czekolady. W tym wypadku jest to bardzo złośliwa szczupła dziewczyna, imieniem Perditta. Dołącza do nich jeszcze królowa Magrat o często mytych, słomianych włosach.
Okazuje się jednak, że dowolna liczba czarownic nie może pokonać racjonalnie myślących wampirów bez pomocy Babci Weatherwax. Dopiero, gdy ona włącza się do akcji, powstaje jakaś szansa na pokonianie wampira. Ten jednak, podczas bardzo magicznego i świetnie wyreżyserowanego starcia, pokonuje Babcię i pije jej krew, by sama stała się wampirem. Z równym wyczuciem dramatyzmu, co podczas pojedynku, Babcia broni się przed tą potworną przemianą a racjonalizm wkrótce zaczyna wampirom płatać figle... Streszczając resztę całkiem zepsułbym zabawę potencjalnym czytelnikom, więc lepiej przejdę do krótkiego komentarza.
Książka ta, jak napisałem, najlepiej się przeczyta fanom cyklu świat Dysku, a zwłaszcza wielbicielom Babci Weatherwax. W przeciwieñstwie bowiem do większości prozy Pratchetta, Carpe Jugulum nie tylko śmieszy. Oczywiście, zawiera sporo typowych dla autora ironicznych komentarzy, wiele dystatnsu do bohaterów, świata przedstawionego i naszego świata, do tego kilka porcji przystępnych rozważań natury filozoficznej. W porównaniu jednak z takimi śmiechawkami, jak np. Ostatni kontynent mamy tu dużą dawkę mroku i ogólnej powagi. Babcia Weatherwax musi się zmierzyć nie tylko z wrogiem ale i z ciemnością we własnym wnętrzu. Kilka retrospekcji pokazuje nam groźniejszą i zminiejszą stronę jej natury. Jeśli więc uważasz, że książki Terry' ego Pratcta czyta się tylko po to, żeby się pośmiać, możesz być trochę zawiedziony. W przeciwnym razie gorąco polecam.