Jest to pierwsza udana powieść Verne’a, zawierająca w sobie cechy pisarstwa przygodowo-naukowego, charakterystyczne dla prekursora
fantastyki naukowej, będącego jednym z najpoczytniejszych pisarzy świata. Do rąk księgarzy trafiła w 1863 roku, opatrzona tajemniczym, jak gdyby naukowym tytułem: ,,Pięć tygodni w balonie - wyprawa badawcza trzech anglików do Afryki -Tekst opracowany na podstawie zapisków doktora Fergussona”. Recenzent w „Le Figaro” pisał: „Anonsowana przez nas książka Juliusza Verne’a - ,,Pięć tygodni w balonie” da do myślenia ludziom nauki”. Utwór portretuje charaktery dawnych i współczesnych odkrywców, którzy badali nieznane zakątki naszego globu; autor jest pedantyczny w opisach fauny i flory, precyzyjnie podaje daty, długości i szerokości geograficzne. W owych czasach najodważniejsi i posiadający środki finansowe geografowie brali udział lub wspierali ekspedycje, które napotykając na wielkie trudności usiłując spenetrować wnętrze Afryki. Była to epoka bardzo niebezpiecznych, lecz nader obiecujących i ekscytujących wypraw, które wymagały długotrwałych, uciążliwych marszów przez nieznane terytoria, w obliczu nieustannego zagrożenia ze strony dzikich zwierząt i tubylców. Książka ,,Pięć tygodni w balonie” opisywała zadziwiającą podróż ponad wszystkimi tymi niebezpieczeństwami, w sterowanym przez człowieka balonie.
Akcja rozpoczyna
się w Londynie, podczas posiedzenia Królewskiego Towarzystwa Geograficznego, 4 stycznia 1862 roku, zebrani tam uczeni dowiadują się o nowej formie eksploracji: locie nad nie zbadanymi jeszcze regionami Afryki środkowej.
Doktor Samuel Fergusson utrzymywał, że jego powietrzna podróż potwierdzi to, co poprzedni badacze czarnego lądu przypuszczali, a co inni brytyjscy podróżnicy właśnie badali. W trakcie podróży członkowie ekipy Fergussona będą podziwiać wciąż słabo znane osady, jak Timbuktu, zadziwiające odmiany zwierząt i roślin, górskie łańcuchy, nieznane jeziora i rzeki, fascynujące i nieraz przerażające obyczaje tubylców, których nie mogliby bezpiecznie obserwować z ziemi. Doktor Fergusson zaprojektował balon napełniony wodorem, którym dowolnie można sterować w górę lub w dół na wysokość, gdzie wiatr wieje w pożądanym kierunku, dzięki świeżo wynalezionemu palnikowi Bunsena (wynalazek fikcyjny). Dotąd tego rodzaju manewr wymagał pozbycia się balastu, by balon nabrał wysokości, oraz wydalenia gazu, by mógł opaść niżej co wyczerpywało zapasy balastu i gazu. Jednak czytelnik przekona się, że wyprawa nie będzie łatwa, a przygody nieustraszonego Fergussona, jego wiernego sługi oraz Szkota o sceptycznym umyśle, Dicka Kennedyego (wybornego strzelca) spowodują, że nasi bohaterowie znajdą się w tarapatach, z który ich poprzednicy często nie wychodzili żywi. Płyną statkiem do Zanzibaru, u południowo-wschodniego wybrzeża Afryki, skąd mają wyruszyć śladem ostatniej ekspedycji drogą lądową do wciąż nie znanych źródeł Nilu. Fergusson zamierza uzupełnić obserwacje poprzedników, którym nie udało się w zadowalający sposób wykreślić biegu tej najdłuższej rzeki świata aż do jej źródeł. Specjalnie przygotowany balon do wyprawy (dwa balony, jeden wewnątrz drugiego dla bezpieczeństwa) został połączony z koszem za pomocą sieci; wyposażono go we wszystkie możliwe instrumenty pomiarowe. W Zanzibarze brytyjski konsul przekazuje im wieści od kapitana Speke’a, którego wyprawa drogą lądową trwająca już drugi rok napotyka ogromne trudności. Zdaniem Fergussona jego ekspedycja uniknie kłopotów. Mając do dyspozycji atlas, zawierający opisy ostatnich wypraw i wykres biegu Nilu, Fergusson sądzi, iż jest wystarczająco dobrze przygotowany w swoim mniemaniu człowieka nauki. Kennedy jest bardziej beztroski i traktuje wyprawę bardziej jako przygodę, a ich sprytny służący potrafi z najdziwniejszych składników przyrządzić wyśmienite potrawy.
Pewnego dnia, gdy uznali, że mogą bezpiecznie wylądować, a Kennedy i sługa udali się na polowanie, by urozmaicić nieco jadłospis, ostrzegawczy strzał Fergussona wzywa ich do natychmiastowego powrotu do balonu obleganego przez tłum, jak im się zdawało, rozsierdzonych tubylców, którzy okazali się być stadem pawianów. Później przelecieli nad Jeziorem Wiktorii, jednym z największych zbiorników wodnych na świecie, który przed czterema laty odkrył i nazwał Speke, który nie miał jednak możliwości oglądania jeziora z lotu ptaka. Podobnie jak prawdziwy kapitan Speke, Fergusson Juliusza Verne’a jest przeświadczony, że Jezioro Wiktorii kryje w sobie tajemnicę źródła Nilu; odnajduje je i opisuje, ośmielając się lecieć tak nisko, jak na to pozwała obecność wrogo nastawionych tubylców. Jednak wyczyny Fergussona nie kończą się na tym; od tej chwili odkrycia będą się wiązały z coraz większym niebezpieczeństwem. Podróżnicy obserwują z góry plemienną wojnę i kładą jej kres dzięki kuli wystrzelonej przez Kennedyego, która uśmierca żądnego krwi przywódcę. Udaje im się ocalić misjonarza, lecz misjonarz umiera; kopiąc mu grób, odkrywają w łupkowej skale samorodki złota, zabierają pokaźną ich ilość, po czym zmuszeni są porzucić je w drodze, gdy niespodziewane zagrożenia każą im pozbywać się balastu, by balon mógł wznieść się do góry. Dalej, orłosępy brodate przebijają powłokę balonu, który spada wprost w wody jeziora Czad. To już niemal koniec wyprawy; niewiele pozostaje z ich środka lokomocji, kiedy zdany na łaskę prądów spływa po rzece Senegal, by zanieść ich wreszcie, całych i zdrowych, na tereny kontrolowane przez francuskie oddziały kolonialne, z których pomocą docierają do wybrzeża, a stąd, bez przeszkód, drogą morską do Londynu. W „Pięciu tygodniach w balonie” odnajdujemy wszystkie typowe dla pisarza środki wyrazu i motywy fabuły: opisy słabo znanych krajów i ludów (opisy równie wiarygodne, co relacje z tej epoki). Bohaterowie są prawdziwymi ekspertami w dziedzinie inżynierii i potrafią zmajstrować to co jest im w danym momencie potrzebne z tego co mają pod ręką; pojawia się również w książce postać zaradnego służącego, która będzie obecna w innych powieściach Verne’a. W książce po raz pierwszy bardzo wyraźnie obecna jest nauka, a także wynalazki, które czasem czekają jeszcze na wynalezienie. Juliusz Verne dopiero w dziesięć lat po napisaniu tej powieści odbył swój pierwszy i jedyny lot balonem, który trwał dwadzieścia cztery minuty.