Zapewne każdy z nas słyszał w swoim życiu jak rodzice, nauczyciele
czy opiekunowie mówią nam, że wykształcenie jest najważniejsze
i dzięki temu możemy zostać „kimś”, możemy zaistnieć w świecie, że tylko dzięki wytężonej pracy możemy dojść do czegoś.No więc chodzimy grzecznie do szkoły, „wkuwamy” na pamięć rzeczy ,o których nie mamy zielonego pojęcia, ślęczymy po nocach nad książkami (kosztem naszego zdrowia), zdajemy egzamin maturalny, zaliczamy „kosmiczne” kolokwia, a wszystko po to aby „być kimś”.Ale
czy to wszystko jest konieczne ,aby zostać „kimś” w życiu, aby nie być nikim, aby zaistnieć w świecie jako jednostka coś znacząca? Tezę ową próbuje „obalić” Jerzy Kosiński w książce pt. ”Wystarczy być”.
Autor przedstawia nam historię bohatera, który od dziecka pracuje u bogatego Starego Człowieka jako ogrodnik. Niczym
się nie martwi, ma zapewniony dach nad głową i posiłki. Jedyne na czym się zna to ogród, jego pielęgnacja, świat i życie roślin. Jest on zwykłym prostaczkiem, znającym rzeczywistość tylko z telewizji. Można by rzec, że jest wychowywany właśnie przez telewizję. Patrzy na świat oczyma widza, przed którym zmieniają się programy, przewijają się obrazy, a on ma nad tym wszystkim władzę w postaci pilota telewizyjnego. Żyje w zamknięciu, nie wychodzi poza mury ogrodu. Bohater formalnie nie istnieje, nie ma żadnego dowodu tożsamości. Posiada on tylko imię nadane mu przez Starego Człowieka –„ Los” – ponieważ los sprawił, że przyszedł na świat.Stary Człowiek zaopiekował się nim tuż po smierci matki Losa, która zmarła przy porodzie, natomiast o ojcu nikt mu nie chciał nic powiedzieć. Los nie uczył się nigdy pisać ani czytać, gdyż te umiejętności nie są mu potrzebne do pracy w ogrodzie.Zdaniem Starego Człowieka Los miał zajmować się roslinami, kwiatami, drzewami, i być tak jak one ciche i spokojne.
Śmierć bogatego człowieka jest przyczyną dalszych losów bohatera. Los jest zmuszony bezpowrotnie opuścić dom, miejsce, w którym mieszkał i pracował, i musi wyruszyć w świat, znajdujący się za bramą ogrodu. Zostaje zupełnie sam, nieświadomy życia poza murami domu Starego Człowieka. I od tego momentu jego życie zmienia się diametralnie. Zostaje potrącony przez bogatą i piękną EE ,która ofiaruje mu pomoc i opiekę. Przez przypadek staje się człowiekiem o nazwisku Ross O’Grodnick i zaskarbia sobie przyjaźń wielu wpływowych osób, w tym nawet samego prezydenta. Staje się jednym z najsłynniejszych polityków i duszą towarzystwa w świecie sławnych obywateli Ameryki. Los, będąc tak naprawdę człowiekiem „nieistniejącym”, naiwnym i jakże zwyczajnym odnosi nagły i niebywały sukces. Wkracza on w wielki świat amerykańskiej finansjery, gdzie otwiera się przed nim oszałamiająca kariera. Zdobywa wielką sławę zarówno jako genialny polityk, jak również jako wspaniały mężczyzna i dla wielu kobiet, potencjalny kochanek. Los nie kreuje swojego wizerunku, jest bardzo naturalny. Własne doświadczenia zawdzięcza jedynie temu co zobaczył na szklanym ekranie .
Ross to człowiek, którym każdy z nas mógłby być, czy jednak „wystarczy tylko być”? Jerzy Kosiński poprzez osobę głównego bohatera pragnie z jednej strony pokazać nam, kim byśmy byli bez nauki, bez innych ludzi, całkowicie odcięci od świata, a połączeni z nim jedynie za pomocą telewizji.. Bo czy takie życie można nazwać egzystencją w pełnym tego słowa znaczeniu? Czy monotonia nie będzie wręcz zawieszeniem w próżni? Czy bylibyśmy wtedy nikim? Czy tak naprawdę istnielibyśmy? Ale czy na pewno by tak było? Dziwny zbieg okoliczności czy zrządzenie losu, mogą przecież wszystko zmienić, tak jak stało się z głównym bohaterem „Wystarczy być”. Zastanawia mnie tylko jedno: jak to jest możliwe, że człowiek ,który był „nikim” stał się „kimś”? Czy to nie jest absurd , że prostaczek wydaje się być inteligentniejszy i bystrzejszy od całej elity USA z prezydentem na czele? Jak tacy rzekomo mądrzy ludzie dają się zwieść pozorom? Przecież Los nic niee wie, nic nie potrafi, nie ma żadnego wykształcenia, niczego nie pragnie, nie ma marzeń. Karierę ową robi nieświadomie, nie zabiega o nic, nie planuje, nie kombinuje. Nie jest jak Nikodem Dyzma, cwaniaczkiem pozbawionym skrupułów, wykorzystującym każdą sytuację dla wygodnego urządzenia się w życiu. Los, podobnie jak Józio z „Ferdydurke” Gombrowicza zostaje wtrącony w obce mu formy i postępuje odpowiednio do nich zachowując swoje „ja”. Zachowuje swoje ”ja” człowieka prostego, jest naturalny, nie udaje nikogo. Jednak poniekąd staje się „ niewolnikiem formy”, gdyż tkwi w pewnej określonej zbiorowości, która czyni go nieautentycznym , zdeformowanym , nie posiadającym pełnej egzystencji, żyjącym poniżej swojej prawdziwej istoty.