FERDYDURKE jest napisana w pierwszej osobie, a
narrator jest zarazem bohaterem. Zdarzenia rozgrywają
się we śnie. Narrator
-
bohater ma świadomość trzydziestoletniego mężczyzny i jest alter ego Witolda
Gombrowicza. Bohater czuje
się niedojrzały i wewnątrz nadal jest małym
chłopcem. W sennych rojeniach zjawia się u niego Pimko –doktor, profesor i
nauczyciel. Dla Pimki bohater jest małym Józiem, którego postanawia zapisać do
szóstej klasy. Bohater próbuje się bronić lecz tamten zmusza go by zachowywał i
ubierał się jak uczeń. Koledzy z klasy nie dostrzegają jego dorosłości, też
widzą w nim małego chłopca.
Po odejściu nauczyciela miedzy uczniami wybucha konflikt.
Powstają dwie grupy: Miętusa, która manifestuje chęć przynależności do świata
dorosłych ; druga grupa na czele z Syfonem jest za wzniosłymi ideami oraz
niewinnością. zaostrzający się konflikt zostaje przerwany przez dzwonek. Rozpoczyna
się lekcja języka polskiego o Słowackim nieudolnie poprowadzona przez profesora
Bladaczke. Na jednej z przerw po pojedynku na miny dochodzi do bójki.
Tytułowy bohater noweli *Filidor dzieckiem
podszyty* to profesor Syntetologii uniwersytetu w Leydzie, którego metoda
naukowa to dodawanie i mnożenie plus nieskończoność. Jego przeciwnikiem jest
profesor Wyższej Analizy, noszący tytuł anty Filidora i działający poprzez rozkład
osoby na części za pomocą rachowania, a w szczególności za pomocą prztyczków.
Obaj profesorowie ścigają się nawzajem po świecie, w końcu dochodzi do
dramatycznego spotkania. Pojedynek rozpoczyna się od walki na słowa potem wściekły
Analityk zaatakował żonę Filidora rozczłonkowując intelektualnie jej ciało na
części, robiąc nawet analizę moczu. Syntetolog nie zdołał przywrócić żonie
wewnętrznej jedności, nieszczęsna odstawiona została do szpitala, gdzie rozkład
postępował. Filidor w odwecie zaatakował kochankę Analityka. W końcu dochodzi
do pojedynku na pistolety, który jest bezsensowny i trwa w nieskończoność.
Obaj, i Filidor i Analityk, są niewolnikami zamkniętej Formy, uwalnia ich
dopiero ucieczka w zabawę, czyli to końcowe *pukanie*, w które
przemienił się poważny pojedynek.
W rozdziale szóstym Gombrowicz wraca do przerwanej
opowieści. Pimko zabiera bohatera do państwa Młodziaków. Rodzina Młodziaków to
ojciec - inżynier - konstruktor, typ nowoczesnego technokraty, jego żona -
osoba bez przesądów, hołdująca nowym prądom, córka Zuta -nowoczesna pensjonarka
Pimka uważa, że nowoczesna rodzina
wyleczy go ze sztuczności spowodowanej udawaniem dorosłego. Bohater nie może
uwolnić się od tej *gęby*. Na stancji Józia odwiedza Miętus, przynosi
wódkę, jest ordynarny. Józio, nudząc się, obmyśla doskonałą zabawę. Podszywając
się pod Zutę, wysyła listy z zaproszeniem na tajemną schadzkę u niej w pokoju
do Pimki i kolegi z klasy Kopyrdy. Bohater wraz z Miętusem, który zgwałcił
służącą, uciekają na wieś.
Narracja zostaje znowu przerwana. Następuje kolejna nowela -
*Filber dzieckiem podszyty*. Nowela ta jest parodią realistycznych konwencji
narracyjnych. Przerwany mecz tenisowy dwóch championów przekształca się w
osobliwy ciąg zdarzeń. Konwencjonalna narracja przedstawia przyczynowo-skutkowy
łańcuch zdarzeń, podporządkowana jest pewnej logice, natomiast w *Filbercie...*
jest inaczej, akcja toczy się w oparciu o *żelazne prawa symetrii i analogii*.
Zdarzenia są na przemian - dowolne i symetryczne. Np. żona ugodzonego kulą
przemysłowca *strzela w papę* sąsiada, czyli postępuje zgodnie z zasadą
analogii, odpowiadając w ten sposób na strzał z pistoletu, który ugodził jej
męża. Rzeczą przypadku jest, że sąsiadem okazuje się epileptyk, który pod
wpływem wstrząsu dostaje drgawek i konwulsji.
Następuje powrót do głównego toku narracji - bohater z
Miętusem udają się na wieś. Miętus owładnięty jest ideą pobratania się z
parobkiem. Trafiają do wujostwa Hurleckich, gdzie bohater spędzał dzieciństwo i
gdzie jest również postrzegany jako mały Józio.Hurleccy to typowi ziemianie -
prowincjonalni i konserwatywni, podobnie jak ich dzieci - Zygmunt i Zosia. We
dworze panują feudalne stosunki między państwem a służbą. Wujostwo są oburzeni
zachowaniem Miętusa, który nie kryje swej sympatii do służby. Jego postępowanie
zakłóciło panującą równowagę między światem panów i chamów, gdy każdy znał
swoje miejsce. Działanie Miętusa doprowadza do rozzuchwalenia się całej służby,
chłopi nie czują respektu przed państwem. Tok zdarzeń doprowadza do bijatyki.
Bohater ucieka porywając Zosię. Niestety Zosia jest infantylna (dziecinna),
porwanie traktuje jak przygodę. Powieść kończy się słynnym dwuwierszem: Koniec i
bomba A kto czytał, ten trąba
.
FERDYDURKE była młodzieńczą powieścią pisarza,
która stała się przedmiotem ostrych dyskusji, sporów, rozlicznych nieporozumień
krytyki. Wpłynęły na to m.in. tytuł utworu, jego kompozycja i zakończenie.
Tytuł zaczerpnął Gombrowicz z powieści pt. *Babbit* popularnego
amerykańskiego pisarza, laureata nagrody Nobla za rok 1930 S. Lewisa; przejął z
niej imię i nazwisko - Freddy Durkee i połączył je, przestawiając jedne i
rezygnując z innych głosek, by słowo lepiej brzmiało po polsku. Słowo to oznacza
dosłownie *nic*- tytułem tym, który tworzy słowo bez znaczenia,
odbiega pisarz od konwenansów przyjętych w literaturze, szczególnie w powieści.
Również kompozycja jest niekonwencjonalna, składa się z trzech części
przedzielonych dwoma dygresyjnymi nowelkami, które z kolei poprzedzone są
przedmowami, w których autor sam się określa. Nietypowe jest również zwrócone
do czytelnika i nie pochlebiające mu zakończenie powieści, kpiący dwuwiersz, co
także nie podobało się krytykom, nastawionym na pewne stereotypy. Gombrowicz
zademonstrował nowy styl w prozie, oparty przede wszystkim na ironicznym
naśladowaniu, karykaturowaniu istniejącej literatury, wyśmiewaniu jej
schematów, powielanych rozwiązań, sposobów widzenia człowieka i świata. Pisarz
wprowadził własne kategorie postrzegania świata, budując często antynomiczne
pary, np. dojrzałość-niedojrzałość, wyższość-niższość, młodość-starość.
Pomiędzy owymi kategoriami wznosi się mur nie do przebycia.
Bohaterowie utworu żyją w sidłach narzuconych rozlicznych form,
konwenansów. Najlepszym przykładem jest to, co czyni z kultury szkoła zdolna do
sprowadzenia do absurdu każdej wartości, dzieła, obrzydzenia uczniom
wszystkiego. Belferskie pozy, głupie schematy i puste deklaracje wciąż
powtarzają się w wypowiedziach profesora Pimki