"Poczwarka" jest powieścią szczególną i pełną różnych, ważnych watków, takich jak miłość czy rodzina. chciałabym
się jednak skupić na motywie śmierci występującym w powieści.
Nie ma tu konkretnego wizerunku, autorka skupia się na uczuciach, które ona wywołuje. "Poczwarka" to historia małżeństwa, które najpierw ustawiło sobie życiorysy, zrobiło kariery, zbudowało dom, osiągnęło pozycję, aż wreszcie, gdy ona miała lat 34, on 37, zdecydowali się na
dziecko. I choć zapewnili dziecku prawie wszystko jeszcze przed urodzeniem - włącznie ze studiami na Harvardzie - nie przewidzieli poczwarki. Pomimo agresywnej postawy ojca, który chce dziecko po prostu przekazać pod opiekę specjalną, matka zabiera córkę do domu. Od tego momentu, z dnia na dzień i z roku na rok, rodzina się rozpada: matka żyje wyłącznie z córką i wyłącznie dla niej, ojciec poświęca się całkowicie pracy, przynoszącej dostateczne dochody, by mógł co tydzień na brzegu kuchennego stołu zostawiać pieniądze. Córka, nazwana przez matkę Myszką, nie spotyka się z dziećmi, nie idzie do specjalnego przedszkola ani do szkoły - jest bowiem ciężkim przypadkiem Downa, jakby głębszym wariantem upośledzenia. Upływają kolejne lata: matka oswaja nieco obcość Myszki (rozumie niektóre słowa, wie, czego dziecko się boi, a czego pragnie), przede wszystkim jednak jest głęboko przekonana, że córka ma dokładnie takie samo życie wewnętrzne jak inni, tyle że nie potrafi go wyrazić. Świat Myszki jest jednak dla niej w znacznym stopniu zamknięty; dla nas - dzięki narracji - jest otwarty. Poznajemy myśli i uczucia bohaterki, dowiadujemy się, jak mozolnie, z wysiłkiem równym boskiemu stworzeniu świata, mała dziewczynka obłaskawia rzeczywistość, to znaczy wpuszcza do swojego umysłu zjawiska natury (deszcz, burzę), kolory, kształty i procesy, aby się z nimi oswoić. A kiedy dzieło stworzenia jest gotowe - umiera.
Na pierwszy plan niewątpliwe wysuwa się historia matki i córki, żyjących tylko ze sobą i tylko dla siebie, historia bardzo wzruszająca, ale i brutalna. Jednak istnieje też drugi plan, może nawet ważniejszy. Jest to opowieść o stwarzaniu świata przez Myszkę, "dziecko gorszego Boga". Stwarzanie to odbywa się na strychu, który Myszka odkryła dla siebie i gdzie jest jej najlepiej. Tu zwiedza i poznaje wszechświat, tu trafia do Ogrodu, w którym nie istnieje czas, ale w którym po zjedzeniu jabłka, wskazanego przez Węża, po raz pierwszy w życiu pozbędzie się nieznośnego ciężaru ciała. Ogród z przeżyć Myszki jest zbyt piękny, by mógł trwać w swej idealnej postaci. Okazuje się jednak, że i w rzeczywistości można znaleźć jego odpowiednik. Ten ziemski Ogród odkrywa dziecko wraz z mamą. To w nim w ciągu jednej nocy wyrasta jabłoń. W jej szumie będzie mogła Ewa usłyszeć głos Myszki, gdy ta odejdzie.
To, co najbardziej intryguje, a może niepokoi, to odbiór zakończenia książki. Czy aby czytelnik nie poczuje ulgi? Dziecko umarło - niech żyje dziecko! Rodzice mają, jak marzyli, zgrabną małą tancerkę i przyszłą studentkę Harvardu, a na dodatek przed śmiercią Myszki ojciec zdążył ją pokochać, a matka - polubić życie. A więc happy end, choć z łezką. A ta łezka - czy to ulga, że życie bohaterów wróciło do normy, jakby po latach obudzili się z koszmaru, czy też przeczucie, że ta dziewczynka, która tak bardzo starała się zrozumieć świat i rodziców, nie miała szans na rewanż? Nie mogła liczyć na to, że ten świat ją przyjmie, że będzie jego częścią. Ale czy tylko życie szczęśliwe jest warte życia? Czyżby życie "normalnych" było bez cierpienia? Jaka jest szansa, że zdrowa, nowa córeczka Adama i Ewy przejdzie przez nie, nie rozpaczając nigdy z powodu odrzucenia, zawiedzionej miłości i ambicji nie do zrealizowania? To jest to, o czym się nie myśli, gdy się rodzi zdrowe dziecko, a co staje nagle przed oczyma, gdy rodzi się dziecko upośledzone. Gdy rodzi się zdrowe dziecko, nie rozgraniczamy pojęć "udane", "szczęśliwe" i "kochane". Gdy urodzi się dziecko kalekie, ta jedność jest rozbita. Okazuje się, że można cierpieć ikochać jednocześnie.
Opublikowano dnia:
kwietnia 24, 2006
Więcej recenzji na temat "Poczwarka"