Duchowni w
czasach Kołłątaja mieli znaczny udział w życiu polityczno-społecznym kraju,
dlatego dokonuje on krytycznej
charakterystyki tego środowiska, aby przybliżyć
czytelnikom ich kwalifikacje i przygotowanie do służby duszpasterskiej. Opis
duchowieństwa w tej rozprawce koncentruje
się na diecezji krakowskiej w latach
1750-1764. Duchowni kształcili się w seminariach, gdzie odbywały się
rekolekcje, medytacje; Prowadzili tam życie skromne i wstrzemięźliwe.
Wszystkich przedmiotów (logika, metafizyka, teologia, historia kościoła)
nauczano po łacinie. Jezuici nauczali teologii wg Luisa de Moliny i Hermana
Busenbauma, misjonarze wg św. Augustyna, podczas gdy w Akademii Krakowskiej
posługiwano się św. Tomaszem. Kleryków uczono ponadto głoszenia kazań. Książki,
które były dla nich dostępne to wyłącznie te, poświęcone historii kościoła oraz
dzieła klasyczne. W wielu seminariach nie było w ogóle bibliotek. Ponieważ
życie w seminariach było skromne, klerykom oraz ich wychowawcom zależało na jak
najszybszym ich opuszczeniu, otrzymywali zatem święcenia maksymalnie po trzech
latach nauki. Nieco wygodniejsze warunki mieli uczniowie, którzy utrzymywali
się na własny koszt. Zamożni klerycy obejmowali także wyższe stanowiska
kościelne (kanonie, prelatury, probostwa itd.). Biedniejsi wywodzili się
przeważnie ze stanu miejskiego lub rolniczego. Poddani mogli się udać do
seminarium tylko po otrzymaniu zgody dziedzica lub ukrywając swoje poddaństwo.
W diecezji krakowskiej, najwięcej kleryków pochodziło z gór i podgórza. Także
ze względu na ubóstwo oraz nieustanne zapotrzebowanie na księży, klerycy
musieli być szybko wyświęcani. Księża ci, nie dość, że nie byli przygotowani do
pełnienia służby, posługiwali się gwarą niestosowną do głoszenia kazań. Klerycy
z zamożnych domów, po wyświęceniu trafiali często do akademii lub udawali się
do Włoch, gdzie mieli doskonalić się w prawie kanonicznym. Część z nich ulegała
jednak zepsuciu moralnemu nastawiając się za zysk z obejmowanych stanowisk.
Duchowieństwo
obrządku ruskiego nie miało seminariów. Wybierani spośród bazylianów uczyli się
posługi w trakcie swojej praktyki. Niektórzy popowie doskonalili się w alumnacie
lwowskim. Pierwsze polskie seminaria dla kapłanów obrządku ruskiego zaczęto
zakładać na początku XVIII w.
Duchowni
obrządku ormiańskiego, początkowo uczyli się w alumnacie lwowskim, a także we Włoszech.
Skutkiem niedokładnego
wykształcenia duchowieństwa był mizerny stan nauczania religii wśród parafian. Było
dobrze, gdy ksiądz ukończył kurs teologii moralnej, lub zapoznał się z jakąś
rzetelną publikacją w tej kwestii. Do pewnego czasu funkcjonowały gdzieniegdzie
kongregacje dekanalne (uroczyste zjazdy księży z dekanatu), których zaprzestano
ponieważ nie przynosiły pożytku. Jedynym wydanym w latach 1750-1764 dziełem
dającym praktyczne instrukcje dla księży, był poradnik Andrzeja Zamojskiego
traktujące o „chodzeniu po kolędzie”. Nauka religii w całym kraju nie była
jednakowa, odbywała się, bowiem według uznania księdza; celem uzupełnienia i
weryfikacji wiedzy, którą wierni otrzymywali od niedouczonych plebanów i
wikariuszy, zezwolono zatem na misje zakonników, wędrujących po parafiach i nauczających.
Bardzo często kazanie ograniczało się do przeczytania stosownego fragmentu
ewangelii. Nieco lepsza sytuacja była w zakonach. Do kościoła przychodzono wówczas,
aby wziąć udział w nabożeństwie i wyspowiadać się. Również
biskupi tego czasu,
z małymi wyjątkami, nie popisywali się jakością kazań i nauczania.
Głową
duchowieństwa polskiego był arcybiskup gnieźnieński, będący jednocześnie
prymasem i legatem papieskim. Podlegał mu arcybiskup lwowski; był też zwierzchnikiem
biskupstwa warmińskiego, ośmiu biskupstw polskich i wrocławskiego. Prymas,
arcybiskupi i biskupi mianowani byli przez króla i zatwierdzani przez papieża. Ponieważ
biskupi pełnili funkcje senatorów, musieli mianować swoich pomocników (sufraganów)
do zarządzania diecezją. Diecezję wizytują archidiakoni, niżsi od nich dziekani
nadzorują część kościołów parafialnych; jedni i drudzy doglądają reszty
duchowieństwa. Od spraw sądowych biskupi mają audytorów. W każdej diecezji w
Polsce były kapituły katedralne i kolegiackie, czyli senaty biskupie. W
kościołach swoją służbę mają kanonicy i prałaci, lecz bardziej uciążliwymi obowiązkami
obarczają księży. Kołłątaj dostrzega w wyższym duchowieństwie jedynie rodzaj wizytówki
kościoła, natomiast praktyczną służbę duszpasterską niosą, niżsi od nich
plebani i wikariusze.
Dochody
duchowieństwa czerpane były z dziesięciny, lecz nie wszystkie diecezje ją pobierały.
Tam gdzie ją stosowano, największą jej część zasilała kapituły i opactwa. Na
plebanie trafiała niewielka jej część lub, często wcale. Biskupi i poszczególne
kościoły otrzymywały od króla pokaźne majątki ziemskie, z których także
uzyskiwano dochody. Ze względu na nierówne przychody i zakres wydatków, zamożność
poszczególnych diecezji i parafii była zróżnicowana. Generalnie im niższy rangą
duchowny tym mniejsze miał uposażenie. Różnice w zasobności i standardzie życiowym
między duchownymi były często rażące. Do najbogatszych należał biskup
krakowski, prymas i biskup warmiński.
W tych
latach, w Polsce panował obrządek łaciński, wyznawany przez króla i większość szlachty.
Biskupi zajmowali pierwsze miejsca w senacie. Duchowni obejmowali urząd
kanclerza i podkanclerza koronnego. Prałaci byli sekretarzami, referendarzami i
pisarzami koronnymi i litewskimi. Duchowni podlegali wyłącznie sądom
kościelnym, które rozstrzygały także sprawy testamentów, zapisów oraz
dziesięciny. Wobec osób świeckich, sądy kościelne często stosowały ekskomunikę.
Biskupi wydawali rozporządzenia dotyczące tak katolików jak i osób innych
wyznań. Jurysdykcja kościelna ścierając się z ustawodawstwem cywilnym była
źródłem konfliktów i rodziła niechętny stosunek do kleru i obojętność wobec religii.