Ludzie, którzy szli. Narrator rejestruje
przepływ ludzkiej masy do komór gazowych. Obok rampy kolejowej było boisko. Starzy więźniowie grają w piłkę nożną. „Między jednym a drugim kornerem za moimi plecami zagazowano trzy tysiące ludzi”. Bohater pracuje w komandzie układającym dachy na odcinku C obozu kobiecego Birkenau. Warunki życia są tu znacznie gorsze niż w obozie męskim – dużo większa ciasnota, głód, bezradność kobiet, które jednak: „mimo zewnętrznej szorstkości zachowały kobiecą miękkość i – dobroć”. Szukają miłości, próbują opiekować się chorymi dziećmi, sprzedają się za fatałaszki. Za wszelką cenę chcą żyć. A przez całe lato, „przez dnie i noce
ludzie szli (...) Szli powoli, luźnymi gromadami i trzymali się za ręce. Kobiety, starcy, dzieci. Szli za drutami, zwracając ku nam milczące twarze”. Szli do krematorium. Orkiestra pod bramą grała fokstroty i tanga. Z końcem lata przestały przychodzić pociągi. Ci z obozu czuli z początku pewną pustkę. Potem przyzwyczajali się, choć było trudniej, bo każdy transport to okazja do zdobycia żywności i ubrań.