Swego czasu publicyści lubili stawiać Olgę Tokarczuk obok Andrzeja Sapkowskiego (w myśl etykietki postmodernizm). Pisarka
nie zyskała jednak uznania miłośników fantastyki, którzy wtedy skupiali się na autorze cyklu wiedźmińskiego – a szkoda, bo „Prawiek i inne czasy” można z czystym sumieniem dopisać do listy lektur obowiązkowych.Klimat powieści najbliższy jest chyba realizmowi magicznemu,
jednocześnie przesycony słowiańskim nastrojem. Tokarczuk bardzo sprawnie buduje obraz Prawieku, niewielkiej wsi na kielecczyźnie. Obraz na poły magiczny, przesycony zapachem ziół i mistycyzmem. Prawiek staje się niemalże odrębnym, zamkniętym wszechświatem, na którym rzeczywistość odciska swoje piętno, ale jednocześnie nie może objąć nad nim władzy.Tokarczuk gawędziarskim stylem, krok po kroku odsłania przed czytelnikiem losy Prawieku i jego mieszkańców. Każdy z króciuteńkich rozdziałów to czas kogoś innego, a obok bohaterów z krwi i kości swoje
miejsce mają również czas Boga, Anioła Misi, sadu czy nawet młynka. Autorka umiejętnie przeplata ze sobą losy bohaterów, tworząc spójną historię. Każda opowieść ma swoje zakończenie, Tokarczuk nie zapomina o żadnej z postaci, a jednocześnie radzi sobie z prowadzeniem historii, nie odnosi się wrażenia, że przez kartki przebiega bezładny tłum postaci, który pozostawia po sobie nawet wspomnienia. Wprost przeciwnie – każdy bohater ma swoje miejsce, jest częścią historii i choć nie wszystkich polubimy równie mocno, ich przeżycia będziemy śledzić z takim samym zainteresowaniem. Charaktery, które kreuje autorka, są wiarygodne – żadna z nich nie jest kryształowa, mają swoje wady, problemy, wątpliwości. Każdy bohater jest wyraźnie nakreślony, nie chowa się w cieniu innych.O czym jest powieść? Chciałoby się napisać: o wszystkim, o życiu. Dwa banalne słowa podsumowują niebanalną książkę. Akcja powieści toczy się na przestrzeni blisko stu lat, znajdzie się więc miejsce i na miłość, i na wojnę; na ból, strach, chorobę – ale także radość czy szczęście. Nie ma w „Prawieku...” bohaterskiego poświęcenia, czynów zmieniających świat, dramatycznych walk. Okazuje się jednak, że nie trzeba ich, by poruszyć czytelnika, czasem wycisnąć łzy z oczu czy przekazać prawdy o życiu – nie te wydumane, przesycone patosem, lecz takie, które zmuszają do chwili refleksji. „Prawiek i inne czasy” pełen jest prawd prostych – podobnych myślom człowieka, który odkrył, jak piękny może być zwykły zachód słońca. Dzięki temu proza Tokarczuk nie razi dydaktyzmem czy przeintelektualizowaniem, a budzi refleksje, stając się czymś na kształt skarbnicy złotych myśli, pomaga zrozumieć ludzi, życie, naturę.Wypada również odpowiedzieć na pytanie, ile fantastyki jest w powieści. Wprawdzie smoki i elfy nie pasują konwencją, znajdziemy jednak anioła, topielca, Boga, zmarłych i kilka innych postaci, które balansują na granicy rzeczywistości – realizm magiczny, nawet nasz polski, zobowiązuje. Wydarzenia toczą się niekiedy na granicy jawy i snu, i to czytelnik ma podjąć decyzję, do którego z dwóch światów przypisze obrazy malowane przez Tokarczuk.Mimo upływu czasu, książka nie zestarzała się ani trochę – wciąż tak samo porusza, wciąż tak samo zachwyca. Dobrze, że Wydawnictwo Literackie przypomina pozycję sprzed dziesięciu lat – może uda się zainteresować nią kolejne pokolenie, w tym fantastów, którzy lubią czasem poczytać o czym innym, niż walka demono-elfów z wilkołako-krasnoludami.