Mazurek dla dwóch nieboszczyków (
Mazurca para dos muertos) to książka niezwykła i bardzo dziwna. Jeśli bym miał ją przyporządkować do jakiegoś ścisłego gatunku, to nazwałbym ją powieścią chaotyczną lub powieścią gawędziarską. Jest to bowiem taka właśnie chaotyczna gawęda, trochę plotkarska o ludziach z wiosek i miasteczek hiszpańskiej Galisji (taką formę, nie zaś częściej spotykaną Galicja zdaje się preferować tłumacz, ja się do tego przychylam, żeby się nie myliło z tą bardziej nam znana Galicją) z czasów hiszpańskiej wojny domowej i tuż po jej zakończeniu, czyli w latach 1936-40.
Wszystkie te, najczęściej sprośne i krwawe historyjki toczą się wokół akordeonisty Gaudencio, który kiedyś studiował w seminarium duchownym, ale relegowano go z niego, gdy oślepł i teraz zarabia na życie przygrywając w burdelu. Gra różne utwory utwory, ale mazurka
Ma petite Marianne zagrał tylko
dwa razy. Gdy zamordowano członka szanowanej w okolicy rodziny i gdy zabito jego zabójcę.
Te dwa wydarzenia stanowią ramy czasowe powieści, które wypełnione są
wojna, zabójstwami, utarczkami i chędożeniem. To ostatnie występuje
tu w najrozmiatszych formach: małżeńskich, przedmałżeńskich, pozamałżeńskich, a nawet pedo i zoofilnych. Widać dla Celi
seks jest kwintesencją życia.
Skoro to Hiszpania, to nie może zabraknąć Kościoła i księży. I jak Szwejk nie
potrafił sobie w ogóle
wyobrazić kapelana polowego, który
by nie palił i nie pił, tak Cela, nie potrafił sobie najwyraźniej wyobrazić księdza, który by nie chędożył. Księżowski seks jet tu odmalowany szczególnie barwnie. Trzeba przyznać, że książka ta, choć niewątpliwie wybitna ( Cela zasłużenie dostał Nobla) ociera się o granice pornografii.
W zasadzie seks i akordeonowa muzyka są jej głównymi spoiwami. Wojna, codzienne zajęcia, gospodarka, poezja, to wszystko pozostaje w tle.
Opublikowano dnia:
stycznia 22, 2008
Więcej recenzji na temat Mazurek dla dwóch nieboszczyków (Mazurca para dos muertos)