• Zarejestruj się
  • ‎Co to jest Shvoong?‎
  • Zaloguj się
    Zaloguj się
    Zapamiętaj moją nazwę użytkownika Nie pamiętasz hasła?

Streszczenia i krótkie recenzje

.

.

"Listy"

autor : tuberoza     

Autor : Cyprian Kamil Norwid
Powered by Profi-Lingua
Na tle XIX- wiecznej korespondencji, epistolografia Norwida, obejmująca ok. 1000 listów, skierowanych do 135 adresatów, stanowi
zjawisko wyjątkowe nie tylko ze względu na jej nowatorski artystycznie kształt, zespolenie dwóch tradycji listu: filozoficzno- moralnego i towarzyskiego. Wartość tej korespondencji tkwi także w jej szczerości- dosłownej, bardzo czytelnej i tej kamuflowanej bardzo zręcznie Poeta traktował list jako rozmowę, „gadanie” osób, które łączy ze sobą duchowe porozumienie, dlatego w tej nietypowej korespondencji, zauważa się ciągłe oscylowanie, nieustanne balansowanie, zawieszenie. Trzeba w związku z tym zadać pytanie, w swej treści być może paradoksalne: w jakim stopniu szczerość Norwida jest szczera? Czy był on szczery w swoich listach? Pisał do osób w różnym wieku, o różnym statusie społecznym, do osób, z którymi łączyła go głęboka przyjaźń, a także stosunki czysto oficjalne. Zawsze ukazywał siebie jako jednostkę o szczególnym powołaniu, realizującą Boże posłannictwo, jako człowieka „dosłownie zamordowanego” przez społeczeństwo. Posługiwał się w odniesieniu do siebie parafrazą przypowieści o proroku skazanym przez swoich na zapomnienie, a jednocześnie oczekującym samotności i celebrującym ją. Rzadko używał intymnej formy drugiej osoby, adresatek nie zasypywał wymyślnymi określeniami, nie komplementował. Zwracał się do nich raczej jak do sióstr, niż powierniczek miłosnych niepowodzeń. Nigdy nie obowiązywała tu poetyka wyznania, „spowiadania się z duszy”. Listy do kobiet i zaufanych przyjaciół były dla niego próbą wyzwalania się z nękających go obsesji, „orzeźwiającym go nurtem myśli i poglądów, które pragnął weryfikować, poddawać kontroli i ocenie”. Z. M. Sokołowskim i Z. Krasińskim łączyła go więź przyjaźni, wynikająca z uznania jego twórczości, dostrzegania w niej zapowiedzi reformy sztuki narodowej, Zaleskiemu najczęściej żalił się na emigrację, z Lenartowiczem polemizował o artystycznym sposobie obrazowania. Z L. Nabielakiem podziwiał dramat Calderona i Szekspira, dzięki D. Potockiej szukał protekcji w kręgach emigracyjnych w celu wyjednania środków na realizację swoich projektów. Tylko Kuczyńska traktowała go jako domownika, osobę bliską, której powierzyć można rodzinne sekrety, jednak do Trębickiej, niedoszłej narzeczonej, pisał o długach (VIII, 37).Jej donosił o marzeniach artysty (VIII, 22 – 23, VIII, 182). O długach i częstych kłopotach finansowych pisał zawsze do osób, które mogły mu w jakikolwiek sposób pomóc. Problemy te wynikały zawsze z przekonania, że jest artystą niedocenionym i nierozumianym, słabo opłacanym. Rzadko przyznawał się do własnych ograniczeń, wynikających czy to z braku dostatecznych środków wyrazu, czy z braku pieniędzy. Jeśli już to robił, ograniczał się do enigmatycznych formuł, jak choćby ta z listu do J. Kuczyńskiej z 1860 r. (IX, 256). Działo się tak, dlatego, że jak każdy poeta romantyczny, poświęcał sporo uwagi wizerunkowi własnej osoby, a w korespondencji zapoczątkował mit siebie. Czy w listowych deklaracjach był szczery, skoro okazuje się, że adresatom swych listów prezentował się jako artysta zbędny, a równocześnie samowystarczalny sztukmistrz, który czeka narodzin nowej publiczności? Potrafił być wspaniałym partnerem, cierpliwym powiernikiem zwierzeń i trosk, a zarazem kąśliwym krytykiem, uroczym, o błyskotliwej inteligencji uczestnikiem zabaw i poważnych dyskursów, porywając innych swą dynamiką i energią, ale też gniewnym oskarżycielem, zwłaszcza wątpliwych sław, lub obrazoburcą uświęconych autorytetów Czy mówił prawdę, jeśli w korespondencji zręcznie umieścił swoje autoportrety i nadspodziewanie gładko przeprowadził autostylizację? Nie był na pewno zdolny do zrozumienia cudzych racji; nierzadko listowna rozmowa okazywała się po prostu niemożliwością. Brakowało w niej porozumienia, Norwida prywatnego, pozbawionego charakteryzacji, koturnowości, sztuczności i nieufności. Widziano w nim kabotyna, a kiedy w pretensjach o zainteresowanie i zrozumienie, okazywał konsekwencję i upór, oskarżono go o manierę romantyczną. Rzadko sugestie adresatów, prośby o szczerość i pokorę, przynosiły pozytywny skutek (VIII, 104 – 105). Mówienie o niemocy, żegnanie się z publicznością, jest częstym elementem twórczości i korespondencji Norwida, znakiem jego szczerości w demonstrowaniu niemocy artystycznej, a także składnikiem kreacji własnej osoby, pierwiastkiem dandyzmu. Często wyrażał przekonanie o tym, że jest w stanie podbić metropolie Europy, „rzucić na kolana tłumy’’. To właśnie postawy uległości wymagał od odbiorcy, widząc w nim równocześnie pełnoprawnego partnera w dyskusji. Takiego pokornego, przyjmującego wyznaczoną mu rolę ucznia, powiernika tajemnic swej duszy, nigdy nie znalazł, zwłaszcza, że wynosił siebie do godności kreatora (VIII, 92 – 93). Korespondencja ta przypominała monolog. Monolog ten im sięgał głębiej do pokładów duszy podmiotu epistolarnego, stawał się bardziej intymny, a tym samym głębszy i dramatyczniejszy. Epistolografia Norwida, problemów swej epoki, nie jest wolna od „wynurzeń” bardzo osobistych. Nadawca listów nie wahał się w niej pisać o długach, choć łamało to zasady taktu, konwencji towarzyskich, o rozkładzie swego dnia (VIII, 15), o interesach (VIII, 37), o poznawaniu wielkich osobistości, m. in. papieża Piusa X (VIII, 63), o własnym atelier (VIII, 372), a także o marzeniach, odczuwaniu tęsknoty, planach matrymonialnych (VIII, 111- 112), samotności. Można odnaleźć w niej także autoironię, poczucie humoru i zdystansowanie do siebie (IX, 177; X, 181), podkreślanie swego nowatorstwa. Choć brak w niej wyznań, jakich oczekuje się od piszącego list, korespondencja ta wydaje się być szczera, ale w Norwidowym znaczeniu tego słowa. Przesycona celebracją siebie, niesie w sobie szczerość. Na próżno w niej szukać spowiedzi duchowej, bezradności, czy fatalizmu. Czy zdobył się w swoich listach na szczerość? Czy mówił prawdę swym adresatom? Na pewno chciał pisać szczerze, jednak bał się zbytniego odsłonięcia, bał się zaufać odbiorcy korespondencji. Dystans, jaki stworzył między sobą a czytającymi listy, pozwalał mu na pisanie szczere, ale tylko w takim stopniu, w jakim sam pragnął obnażać duszę, dlatego wszystko podlegało jego kontroli. Taka sytuacja w pełni mu odpowiadała, chociażby z tego względu, że przeszedł w życiu tak wiele, że doświadczył tak wielu klęsk i niepowodzeń. Czytanie tych listów „między wierszami” umożliwia zobaczenie prawdziwego artysty, który w niewielu momentach pozwala na odczuwanie Norwida szczerego, nie wahającego się występować pod wieloma maskami.
Opublikowano dnia: stycznia 22, 2008
Oceń to streszczenie : 1 2 3 4 5

Bookmark & share this post

.