Pod koniec życia coraz częściej poeta
dokonuje rozliczeń z tymi, których znał, myśli o dzieciństwie,
wydarzeniach
z przeszłości.
W wierszu „Życiorys” bohater wiersza leży w szpitalu, jest chory.
Odgania złe duchy, wyraźnie się boi. W takiej chwili wspomina
dzieciństwo, ale nie pamięta, żeby miał marzenia. Jego życie
przebiegało monotonnie, jak życie milionów zwykłych obywateli. Dziwi
się, skąd wzięło się zmęczenie. Przecież niczego wielkiego nie dokonał.
Owszem, bywał czasem szczęśliwy (wycieczka nad Morze Czarne). Przez
większość życia poszukiwał jego sensu, uczył się odróżniać dobro od
zła, czarne od białego. Wystrzegał się z całą mocą bratania z
silniejszymi – bo to oznaczało władzę, a władza zawsze deprawowała
ludzi. Udręka i niepokój towarzyszyły mu przez całe życie, choć nie
wie, skąd się brały. Ciągle nie ma pewności, czy dobrze przeżył to
życie. Rozważania bohatera wiersza można uznać za życiorys pana Cogito.
On właśnie taki był. Przez całe życie poszukiwał
właściwej drogi, a
przy jego końcu ciągle brak mu pewności.
Wraz z upływem lat pan Cogito coraz częściej zagląda w przeszłość /
„
Kalendarze pana Cogito”/. Dokonuje podsumowań. Upływ czasu dokonał
spustoszeń w jego pamięci. Przegląda stare kalendarze, w których
notował sprawy ważne i nieważne. Czytając te zapiski po latach, czuje
się, jakby spotkał kogoś dawno zmarłego lub czytał czyjeś tajemnice.
Jakby to, co dawno zapisał, nie dotyczyło już jego. Upłynęło tyle lat,
jest już innym człowiekiem, nie żyje już tamtymi sprawami. Konstatuje,
że czas mija nieubłaganie. To oczywiste. Mniej oczywiste jest
przemijanie własnego życia, starzenie się. W kalendarzu zapisano porę
wschodu i zachodu słońca w dniu pamiętnego spotkania. To nie zmieniło
się do dzisiaj, natomiast wspomnienie twarzy, kolor oczu są mglistym
wspomnieniem, zatarły się w pamięci. Wiele stron w kalendarzu
wypełniają notatki, jednak są strony niezapisane, brzmiące jak
złowróżbna cisza. Żył przecież w czasach, kiedy nie wszystko można było
napisać, lepiej było zostawić pustą kartkę, niż komuś zaszkodzić. Pan
Cogito przechowuje swoje kalendarze troskliwie, gdyż mieści się w nich
„pamiętnik pogromu”, „wykres absurdalnej choroby”, jaką były lata
zniewolenia komunistycznego.
Na podstawie trzech tomów poezji Herberta można prześledzić ewolucję
pana Cogito. Nie można powiedzieć, że losy pana Cogito są tożsame z
losami poety. Pan Cogito na początku był
człowiekiem zagubionym, szukającym właściwej drogi. W ciągu kilku lat
przeobraził się w prawdziwego obywatela, patriotę, który świadomie
wybiera trudne życie w zniewolonym kraju, będącym jego ojczyzną. Gdy
nadszedł czas wolności, pan Cogito musiał nauczyć się żyć w nowych
realiach. Czasem było to trudne, nie wszystkie problemy rozwiązały się
jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Zresztą nadeszła już
starość, a z nią czas podsumowań, refleksji. Pan Cogito do końca miał
wątpliwości, czy dobrze przeżył swoje życie.