Kupując lutowy numer "Nowej Fantastyki" zobaczyłem stojące obok wydanie
specjalne tego miesięcznika - powieść "Jutro
wojna". Akurat tak
się złożyło, że miałem troszeczkę wolnego czasu i pustą półkę z książkami
do przeczytania, a do tego sporo dobrego słyszałem o rosyjskich
autorach i już jakiś czas chodziła za mną chętka na klasyczną space
operę, więc decyzja była szybka i jednoznaczna.Trzy dni później
piszę ten tekst. I czuję pewien niedosyt. Ta książka za szybko się
skończyła. I nie chodzi tu o to,
czy lektura porywała akcją, ujmowałą
językiem albo intrygą - po prostu na ostatniej stronie akcja niejako
została zamrożona, jakby w oczekiwaniu na drugą część, w której
wyjaśnią się perypetie bohaterów. I wszystko byłoby w porządku, gdyby
pojawiło się zdanie "Ciąg dalszy nastąpi". Ale próżno go szukać - może
to tylko niedopatrzenie redakcji, a może autor, czy raczej autorzy (jak
podaje informacja na okładce, Aleksander Zoricz to duet: Jan Bocman i
Dmitrij Gordiewski) specjalnie chcieli zostawić czytelnika z
niedopowiedzeniem, żeby sam mógł dopisać sobie dalszy ciąg w wyobraźni?
Jeśli to drugie - udało się i bohaterowie żyją dalej własnym życiem w
mojej głowie. Jeśli to pierwsze - mam nadzieję, że to pierwsze.Moje
"techniczne" wrażenia z lektury: tekst czyta się dość dobrze i płynnie.
Akcja rozwija się troszkę zbyt powoli (co tym bardziej wskazywałoby na
chęć kontynuacji), ale poprawnie i do tego wciągająco, nawet mimo
niedociągnięć w tłumaczeniu. Powieść składa się z dwóch głównych
wątków, poprowadzonych niezależnie i przedstawianych na przemian w
kolejnych rozdziałach. Przez ponad połowę książki oba wątki zdają się
nie mieć ze sobą żadnego związku, ale potem powoli zaczynają się
splatać, by na końcu delikatnie się zetknąć przez jednego z
drugoplanowych bohaterów. I od tego właście miejsca zaczyna się czuć
wspomniany wcześniej niedosyt...Czy poleciłbym Ci tę książkę?
Raczej tak, chociaż jeśli masz w zanadrzu coś innego, to najpierw
przeczytaj tamto, a potem, w wolnej chwili, sięgnij po tę pozycję. I
potraktuj ją bardziej jako rozrywkę niż arcydzieło.Na koniec
uwagi o tłumaczeniu - sprawia wrażenie dokonanego w pośpiechu, co
miejscami utrudnia czytanie. W tekście jest bardzo dużo literówek
(połknięte literki, czeskie błędy, wstawione dodatkowe literki, często
zamiana literek np. "ą" na "ę"), w kilku miejscach brak konsekwencji w
przekładzie (pewne słowa/zwroty w jednym miejscu są poprawnie
przetłumaczone na polski, w innym mają zdecydowanie rosyjskie brzmienie
lub końcówki), a raz nawet bohaterowi-mężczyźnie zdarzyło się mówić
głosem kobiecym... No ale przecież za tłumaczenie nie będziemy obrażać
się na książkę, prawda?