Dwuczęściowy zbiór opowiastek Tomka (dlaczego, u licha, nie Tomasza? za
poważnie brzmi? przypomina właścicielowi imienia, że już przestał być
dzieckiem?) Matkowskiego opatrzony został podtytułem „bajki nie
dla dzieci”. Że istotnie nie dla dzieci, a przynajmniej nie dla
dorastającej młodzieży, przekonałam
się przy próbach wspólnej rodzinnej
lektury, albowiem oboje będący pod ręką przedstawiciele tej generacji,
diametralnie różniący się gustami literackimi, wykazali się identycznym
brakiem zrozumienia dla poczucia humoru autora. Starsza część rodziny,
dawno już wyrosła z wieku dziecięcego, pokładała się natomiast ze
śmiechu, czytając, jak Niedźwiedź wyżera Myszy sezamki, albo jak
odmawia obcięcia pazurów u łap, co nasuwa Myszy pomysł obrębienia
wytarganych nimi dziur w skarpetkach. Mysza i Niedźwiedź, bohaterowie
tych sympatycznych bajeczek, to zwierzęta na wskroś uczłowieczone,
ukrywające w swoich futrzasto-ogoniasto-pazurzastych powłokach
stuprocentowo ludzkie charakterki. Swoboda bajkopisarza pozwoliła im
zrównać się rozmiarami ze sobą i z innymi mieszkańcami miasta,
obdarzyła ludzkimi zdolnościami manualnymi, lecz nie zniwelowała
różnicy temperamentów i upodobań, będącej zarazem przyprawą i
przeszkodą w realizacji mysio-niedźwiedziej symbiozy. Zamiast wierzyć w
popularny slogan „mężczyźni są z Marsa, a
kobiety z Wenus”, można w
ślad za autorem pomyśleć: a może mężczyźni to Niedźwiedzie, zaś kobiety
to Myszy? - i zastanowić się, czy możliwy jest szczęśliwy związek
między przedstawicielami tak różnych gatunków. Sprawdźmy, zagłębmy się
w prozaiczne, czasem wręcz banalne przygody i przepychanki futerkowych
bohaterów, przeistaczające się w poetycko-filozoficzną sagę o
docieraniu się charakterów i o zmaganiu się istot troszeczkę „nie z
tego świata” z pełną absurdów i pułapek rzeczywistością. Jeśli uda się
nam w niej zasmakować, pewnie nie poprzestaniemy na jednorazowym
przeczytaniu.
Więcej recenzji na temat Mysza. Bajka nie dla dzieci