Są książki, o
których pisać jest szczególnie trudno, bo dotykają spraw
tak bolesnych, że powstaje obawa o spłycenie
ich treści. Są książki, o
których pisać
się powinno, nawet jeśli takie ryzyko zachodzi. Istnieją
bowiem tematy fundamentalne, których nie wolno pomijać milczeniem. Zsyłki,
łagry - "mroźne krematoria" Syberii, kołchozy, więzienia, etapy... to
właśnie elementy polskiej historii, o których nie wolno nam zapominać,
o których powinniśmy mówić chociażby dlatego, że przez dziesięciolecia
całe kazano o tym milczeć. Zbiór pamiętników i wspomnień,
wydanych pod wspólnym tytułem "My deportowani", poraża prawdą. Ukazuje
człowieka w sytuacjach ekstremalnych, w których zostaje postawiony
przed wyborami, przed którymi żaden człowiek stawać nie powinien.
Czasem, co gorsza, nie dostaje on żadnego wyboru, wyprowadza się go za
zonę i pada strzał... zamyka w izolatorze w bieliźnie przy
kilkudziesięciu stopniach mrozu... nie daje jeść czy pić... Przykłady i
formy można mnożyć.Każdy z pamiętników mówi o głodzie, brudzie,
wszach, pragnieniu, pracy ponad siły, nienawiści, złu... Każdy mówi o
woli życia, nadziei, solidarności, wierze, tęsknocie, dobru... Każdy
ukazuje ludzką małość i wielkość, wznoszenie się ponad człowieczeństwo
i upadek na dno upodlenia. Te pamiętniki dają i zarazem odbierają
nadzieję. Jest to jednak przede wszystkim przejmujące requiem
dla ofiar totalitarnego systemu, requiem do tej pory nie wybrzmiałe do
końca. Można by tutaj mnożyć nazwy-zbrodnie, nazwy-zbiorowe mogiły,
nazwy-tragedie. Starobielsk, Kozielsk, Ostaszków, Charków, Moskwa,
Kołyma... I jeszcze tyle miejsc nienazwanych... Groby milczą. Umarli
nie przemówią. Mówią jednak ci, którzy przetrwali, zdawałoby się, wbrew
prawom biologii, logiki... Dlatego my powinniśmy przynajmniej ich
relacji wysłuchać.Nie jest moim zamiarem ocenianie, który z
tych pamiętników jest najlepszy, bo wśród autorów mamy osoby znane:
Czapski, Herling-Grudziński, Obertyńska i nieznane: Grubiński,
Krakowiecki, Umiastowski, wreszcie dzieci... Każdy Autor na swój
indywidualny i niepowtarzalny sposób daje nam wizję osobistych doznań i
przeżyć, które są zarazem doświadczeniami zbiorowości. Każdy posługuje
się swoistym stylem i koncentruje się na kwestiach w jego opinii
najważniejszych. Na kartach antologii wielokrotnie pojawia się
problem Boga i wiary. Najbardziej poruszające są w tej kwestii - moim
zdaniem - wspomnienia dzieci ("Isfahan miasto polskich dzieci"), w
których Bóg jawi się jako niezłomna gwarancja, że to piekło się
skończy, jako ta instancja, która zawsze wesprze, wysłucha modlitwy,
otoczy opieką. Ufna, dziecięca wiara, którą tak rzadko (co nie znaczy
nigdy) odnaleźć można w pamiętnikach dorosłych. W "Książce o Kołymie" Anatol Krakowiecki zapisał genialny w swojej prostocie dowód na istnienie Boga: "Tymczasem strażnik otarł twarz i rozpoczął dyskusję o Bogu. Mówi, że Boga nie ma. Mówi, że Boga nikt przecież nie widział. - Czy ty widział Boga, duraku! - zapytuje chłopca.I wówczas padła wspaniała odpowiedź. W wagonie paliła się lampka elektryczna.- To ty jesteś głupcem - mówi chłopiec spokojnie. - Czy widzisz tę żarówkę?- Widzę.- Czy świeci się?- Oczywiście świeci się.- Widzisz więc żarówkę i widzisz, że się świeci?- Widzę. - A czy wiesz, co sprawia, że świeci się ta żarówka?- Elektryczność. - Więc przetnij, idioto i zaglądnij do środka! Czy potrafisz ujrzeć elektryczność? Czy potrafisz zobaczyć, jak ona wygląda?"* Koniecznie sięgnijcie po tę antologię. Naprawdę warto! ---------- * Anatol Krakowiecki, "Książka o Kołymie",
"My deportowani", Wydawnictwo "Alfa", 1989, s. 130.