Statystycznemu Polakowi „geodeta” kojarzy
się z człowiekiem, który
obsługuje statyw, bądź na wpół pijany pomyka z łatą
po polach i coś tam
mierzy. Po latach teorii i praktyki oświadczam publicznie – geodeta,
inaczej skoczybruzda, to ten, który, niezależnie od pogody, jak nie
mierzy, to pije. Wiem z geodezyjnego doświadczenia. Może na poparcie
przytoczę krótki cytat z książki Parfiniewicza: „Widuje
się go
(pomocnika geodety – przyp. mój) dość często w towarzystwie tak zwanych
urodzonych w niedzielę”*. „Skarb geodety” – ukazuje geodezję w nowym
świetle, co postaram się zobrazować jak w obiektywie dalmierza.Wiesiołek,
Panas, Sokół, Kobus i geodeta Stański stanowią idealną grupę pomiarową.
Wespół w zespół, dzięki obrotności i naginaniu przepisów, mają wiele
zleceń i wiedzie im się „klawo”. Lecz pod pozornym sukcesem kryją się
tajemnice związane z ciemną przeszłością „prawych pomiarowych i
pomocników”. Pewnego dnia upiory przeszłości zadają śmierć Stańskiemu
podczas jego beztroskiego spaceru z pieskiem Pikusiem... Motywem
zbrodni okazuje się skarb znaleziony przez ojca denata w przededniu II
wojny światowej...W tym miejscu książki pojawia się
retrospekcja, czytelnik zostaje wprowadzony w sielski świat końca lat
trzydziestych. Tło dla przypadkowych poszukiwaczy skarbów to wieś
polska rozweselona niemal jak u Wyspiańskiego. Tu dowiadujemy się o
nowym aspekcie pracy geodety:"Pod koniec kwietnia grupa
geodetów wyjeżdża do wsi Zakręt, leżącej w powiecie nowodworskim.
Chłopi, jak zwykle, z niecierpliwością czekają na ludzi z miasta,
licząc na to, że będą mogli porozmawiać z nimi o nurtujących ich
sprawach, dowiedzieć się, co słychać w świecie. Geodeci to przecież
informatorzy, prelegenci, łącznicy miasta z wsią"*.Kto by pomyślał, że nasi chłopi byli wtedy tak spragnieni wieści z wielkiego świata... Zatem
geodeta – z pracą u podstaw. Z kolejnego ustępu dowiadujemy się o
bogatszym zakresie zadań skoczybruzdy ("...Musimy być i weterynarzami,
i adwokatami, i wszystkim, co wiąże się z życiem wsi... Taki to już los
geodety!"*).Tym samym geodeta stawiany jest na równi z
nauczycielem, lekarzem, krzewicielem kultury i misjonarzem cywilizacji
wśród na wpół oświeconej masy. Ta „masa” jest tu potraktowana jak
Arkadia tuż przed zagładą. Poniższy opis świadczy o idealistycznym
podejściu do wsi:"Na ścianach święte obrazy spowite girlandami
kwiatów. Pachniało tatarakiem i ziołami (...) wśród śmiechów, żartów i
przepychań rozpoczął się wieczorny koncert. W pewnej chwili poważny
dotąd Kobus wstał i zadeklamował fragment „Pana Tadeusza”"*...Piękna
sceneria, podniosłe rozmowy, nauczanie prostych ludzi, odrobina
alkoholu... gdyby takich przypowieści było więcej, świat na pewno byłby
lepszy. Menadżerowie w podróży służbowej do małych miasteczek
prowadzący kursy ekonomii pod samotnym drzewem, marynarze z hostią
wśród Łemków...Ciekawą postacią, choć słabo zarysowaną w
powieści, jest konkubina Stańskiego – Anna Sobol. ("Od dawna przylgnęła
do mnie opinia kobiety fatalnej"*). Panna Sobol ma rękę do mężczyzn
starszych, którzy wkrótce po ślubie umierają w tajemniczych
okolicznościach. Być może dlatego Stański żyje z Anną na kocią łapę...
Nie chroni go to jednak przed równie tajemniczym zgonem. Bo jak wiemy
choćby z amerykańskich filmów – femme fatale to najskuteczniejsza
pułapka na bogatego mężczyznę (patrz "Błękitny Anioł" z Marleną D.).Jednak,
mimo że Stański ze swym skarbem stanowił nie lada kąsek dla Anny, to
nie ona jest uwikłana w morderstwo... A właśnie... informacja o mordzie
trafia do oficera milicji, kapitana Antoniego Osiala, gdy ów wraca
zniesmaczony z kina "Moskwa" z kryminału produkcji amerykańskiej. Nie
podobały mu się rozwiązania dedukcyjne, a "...oko kapitana, oficera
milicji, który brał udział w wielu ciekawych i skomplikowanych
dochodzeniach, wyłapało wszystkie nonsensy fabuły i uproszczenia
reżyserskie"*. Początkowo w sprawie Stańskiego Osial z uporem maniaka,
nie wiedzieć czemu, podejrzewa, że chodzi o spisek szpiegowski i
inwigiluje wszystkich zamieszanych w sprawę. Gdy pojawia się "skarb",
zmienia podejście. Następnie myli się co do każdego podejrzanego (mamy
tu motyw wyspy), bo w każdym z nich widzi potencjalnego zabójcę. Osial
przedstawia typ narwanego naturszczyka, który jeszcze wiele musi się
nauczyć. Parfiniewicz zjednuje Osialowi sympatię czytelnika sposobem
ukazywania swego bohatera w akcji (typ wrażliwego oficera to
niecodzienna postać w Milicji Obywatelskiej).Interesującym
zabiegiem, jak na powieść milicyjną, wydają się trzy wersje zabójstwa
niejakiego Wiesiołka. Najpierw zostaje ono opisane przez narratora z
punktu widzenia Osiala, potem z punktu widzenia Wiesiołka, a na końcu
ze strony mordercy. Jeszcze jedna relacja i mielibyśmy motyw jak z
„Rashomona” Kurosawy, świadczący o względności ludzkich interpretacji.Zabójstwo
Wiesiołka ma swój "wesoły" ciąg dalszy... Wiesiołek rozpracował
mordercę geodety i został przez niego zabity podczas rozmowy
telefonicznej. To jego ostatnie słowa: "- Panie kapitanie! Już wiem,
kto zabił! Widziałem go przed chwilą i przypomniałem sobie! Tylko on
mógł zabić! Wie..."* – tu rozmowa urywa się dramatycznie. Co na to
Osial? "Kapitan nacisnął klawisz, zatrzymując silnik magnetofonu.
Wie... Co wie? Kto wie? Co to znaczy wie...? Wiesiołek? Wie? Wiedźma!
Wielu? Wieloryb?"*. Z tym ostatnim chyba trochę przesadził... Następuje
burza mózgów speców milicyjnych i dywagacje na temat przejścia
samogłoski „e” w „ę”. ("Może to być „e”, jednak pod wpływem ciosu
przeszło w „ę”. Jak jęk..."*). Interesująca, trafna hipoteza. Okazało
się, że ślad prowadzi do wię...zienia, w którym obywatel niemieckiego
pochodzenia – Adolf Seidler, urodzony 13 grudnia 1937 roku, odsiadywał
wyrok za zabójstwo geodety z czasów ojca Stańskiego... To jednak znowu
nie on... Zamiast zakończeniaKapitan Osial,
podobnie jak oficer Sima z opowiadań S. Wiechny – mają podobny sposób
słuchania swych rozmówców. "Kapitan usiadł wygodnie i spoglądał w
sufit..."* Czego tam szukał? Dlaczego sufit jest ulubionym miejscem dla
wzroku milicjanta? Czyżby stanowił przeciwwagę dla deszczu, jak wiemy -
jego największego wroga? A może po prostu tabula rasa sufitu pomaga
wytyczyć nowe ścieżki śledztwa? Kto wie... Tu podobieństwa między pracą
geodety a pracą milicjanta przecinają się jak osie x i y. Obaj tyczą,
szukają tego, co ukartowane, aby w konsekwencji po wielu błędach i
poprawkach osiągnąć cel – z dokładnością do dziesiątych części
milimetra...Remigiusz Kociołek