Było to tak niedawno....a ile to już lat......
Summary rating: 3 stars
8 Recenzja
Wizyty:
681
słów:
900
Opublikowano dnia: maja 22, 2007
Część pierwsza. Lata szkolne, wspominamy zawsze z sentymentem.
Przewracając pożółkłe karty swojej historii, czytamy oczyma wyobraźni zapisane na
nich wydarzenia.
Niektóre obrazy są owiane mglista poświatą, inne wyraźne, na
tle minionych, słonecznych pejzaży.
Jednego z takich epizodów mojej przeszłości, nie da się
wymazać z pamięci. Widok jest wciąż jaskrawy i pod wpływem czasu nie stracił
nic ze swej aktualności.
Było to pod koniec
kwietnia, w maturalnej klasie liceum. Za oknem wiosna malowała świat różnymi
odcieniami soczystej zieleni. Kwitnienie przechodziło w egzaltacje kwitnienia,
nasycając powietrze niepowtarzalną mieszaniną woni, wnikającą do środka zza
uchylonych okien. Rosnące nieopodal drzewo, kłaniało nam się pod ciężarem kwiecia,
w przepięknym, ciemnym kolorze różu, zapraszając do spędzania czasu w swoim
otoczeniu. Żółta forsycja świetnie komponowała z całym tłem otaczającej ją
przyrody.
Czy zdziwicie się, że
na naszych twarzach i ciałach, „uwięzionych” w murach tej jakże dobrze znanej
nam budowli, nie dało się zauważyć oznak radości, gdy polonistka wchodząc na lekcje,
zapowiedziała niespodzianie pracę klasową?
Skazani zostaliśmy na dwie godziny wytężania szarych komórek
w szkolnej „celi”.
Żadne bowiem, ani ludzkie ani nadprzyrodzone siły, nie były
w stanie zmienić tej okrutnej rzeczywistości. Pani od polskiego – przydomek
„Ciotka” – była bezlitosna.
Miał to być trening przed egzaminem dojrzałości.
Temat był niebanalny
i niby dający duże możliwości mistrzom pióra, jak to określiła pani profesor, a
w swej treści zawierał polecenie streszczenia encyklopedii PWN.
Jedno, cztero, czy 24-tomowej? To nie miało znaczenia.
Przepisanie choćby jednego tomu w 90 minut, nie graniczyło nawet z cudem.
Dlaczego przepisanie? „Ciotka” bowiem wysoko oceniała prace z wkomponowanymi w
nią cytatami ze streszczanych oryginałów, bądź dosłownie przytaczane słowa
krytyków literackich. Dwie, lub i trzy identycznie brzmiące wypracowania domowe,
napisane w oparciu o załączoną bibliografię, zyskały taką samą notę. Zespołowe
sklejanie fragmentów w jedną narracyjną całość, było bowiem, mile widziane.
Taka forma odrabiania lekcji odpowiadała i nam. Przecież wiadomo,
jak to bywało w praktyce.
Ale co teraz…………………….?
Nie mieliśmy
możliwości wglądu w wymagającą streszczenia pozycję, ani nie wolno było się nam
konsultować..
Czy dla polonistki, ciągle zwracającej się do nas słowami:
„przyszła inteligencji”, mieliśmy od tej pory zostać „chodzącymi”
encyklopediami?
Zapanowała
cisza, jaka zwykle nastaje po burzy. Tak, oznajmienie o klasówce było
równoznaczne z uderzeniem pioruna.
Teraz trzeba było się z tego huku otrząsnąć i zawijać
rękawy, by straty były jak najmniejsze.
Dwója bowiem, mogła zmienić znacznie treść świadectwa.
Wszyscy jednak mieliśmy, z powodu przychylności aury,
krótkie rękawki. Zbyt krótkie, by było co, zawinąć.
W grobowym nastroju
słyszeliśmy szept trwającej wciąż ciszy. Czasami tłumiło go głośne bicie
naszych serc.
W rogu klasy,”naprawiony” wcześniej kurek kranu, grał hymn
tryumfu nad duchem „fachowej” roboty.
Po chwili, ktoś stuknął długopisem o blat ławki, jakby
chciał zmusić ten przedmiot do stawiania znaków na papierze. Ktoś inny, potrząsnął
głową. Liczył pewnie, że wypadnie z niej jakaś odrobina twórczej weny. Nic, jak
na ironię, nie spełniało oczekiwań.
Spoglądając spod różowo-czerwonej grzywki, siedząca na
podwyższeniu, jak na scenie, pani profesor, inwigilowała wzrokiem zachowanie
tych, co to niebawem mają zasilić grono studentów, po fortunnie zdanym,
świadczącym o dojrzałości, egzaminie.
Czyżby ją coś zaniepokoiło? Tego się nigdy nie
dowiedzieliśmy.
Postanowiła zmienić siedzącą pozycję i przerwać nić astralną
łącząca ją z ulubionym krzesłem, wsuwając je pod mebel, pełniący rolę biurka.
Zrobiła parę kroków w głąb sali, ale stwierdziła, że wróci z
powrotem na swoje uwielbiane od lat, miejsce na katedrze. Z góry wszystko
wygląda inaczej.
Jednak widok drętwej i siedzącej biernie klasy, musiał być bardzo
szokujący, bowiem wywołał u naszej humanistki lukę pamięciową.
Krzesło, z którym była bardzo zżyta i związana, nie tylko
emocjonalnie, ale i fizycznie, nie było przygotowane do wygodnego jego zajęcia,
o czym po prostu zapomniała. Pewnym ruchem zdecydowała się przyjąć siedzącą
pozę, i ………………………….dał się słyszeć odgłos osuwającego się na podłogę, wcale nie
wątłego, ciała wykładowczymi.
Trzymane w ręku długopisy zmieniały swoją lokalizacje,
rozsypując się po drewnianych deskach podłogi.
Siedzący w pierwszej
ławce kolega, natychmiast poszedł z odsieczą, zaczynając od……………. zbierania
narzędzi jej pracy. W między czasie, stroniącej na co dzień od sportu kobiecie,
udało się jakoś wybrnąć z opresji.